Będzie impreza

5 września kończę 30 lat. Dosyć smutny to wiek, bo 30, to już dużo. Zamierzam więc się pocieszyć imprezą. Nie wiem jeszcze dokładnie gdzie i z kim ją spędzę, ale wiem, że będzie się działo i że ma być nietuzinkowo!
Na pewno zamieszczę zdjęcia!

Czas się poruszać

Zapisałam się do klubu sportowego „Start”. Mam zamiar pływać, grać w szachy i strzelać z łuku. Nie wiem tylko, jak to pogodzić z dość napiętym grafikiem korepetycji, jakie daję z angielskiego. No ale zobaczymy…

Złożyłam uroczyste przyrzeczenie Radkowi, że w ciągu 2 najbliższych miesięcy schudnę 5 kg… może dzięki temu manerwrowi uda mi się dotrzymać słowa? Oglądajcie zdjęcia i trzymajcie kciuki :)

Zostałam mentorem

Po powrocie z mojego EVS postanowiłam, że fajnie byłoby zostać mentorem, tj. takim duchowo fizycznie wspierającym wolontariusza z za granicy opiekunem. Zawsze lubiłam obcokrajowców, poznałam realja od kuchni… czemu nie? Wyszukałam w internecie organizacje zajmujące się przymmowaniem wolontariuszy, w trójmieście niestety nie jest ich tak wiele, bo znalazłam cztery i słyszałam, że więcej nie ma, i zgłosiłam swoją gotowość. Oczywiście mentorem jest się także wolontarystycznie. Ku mojemu zdziwieniu wszyscy zareagowali pozytywnie. I dziś już mam jedną swoją podopieczną, a na tym nie koniec. We wrześniu kolejne wyzwanie! :) Są to osoby przebywające tutaj na długoterminowym wolontariacie, czyli rok. Super sprawa. Bardzo podoba mi się ta funkcja. Zwykle, to ja byłam tym kimś, komu trzeba pomagać. Odwrócenie ról, bardzo mi odpowiada. Mam nadzieję, że moim podopiecznym także!

Relacja z wyjazdu do Francji

Pojechałam tam z programu EVS – Wolontariat Europejski. Ogólna zasada jest taka, że ja tam pracuję za darmo, za to Unia płaci mi za przelot, zakwaterowanie i wyżywienie! Ekstra!!!

Ogólnie rzecz biorąc było fajnie. Nie żałuję, że w ten właśnie sposób zaplanowałam swój urlop. Trzy tygodnie we Francji – trochę nowych słówek i zwrotów, kilka nowych znajomości, a przede wszystkim cudowne dzieciaczki, z którymi spędzałam większość czasu.

Pracowałam w takim letnim przedszkolu, gdzie zajęci rodzice mogli zostawić swoje pociechy na 9 godzin. Towarzystwo było bardzo mieszane. Wszyscy to Francuzi, ale w wielu kolorach i o wielu innych narodowościach. Bawiliśmy się klockami, lepiliśmy zwierzątka z modeliny, sadziliśmy pestki brzoskwini, graliśmy w gry terenowe w parku i spaliśmy… Każdego dnia, ok. godziny 13.00 dzieciątka szły „fe dudu” czyli spać. Samo zmuszenie ich do zaśnięcia, to już praca dla bardzo wytrwałych :) Ciągle się wierciły, szeptały, rozśmieszały innych, wydawały różne dziwne dźwięki. Czytaj dalej