Wyjeżdżam do Szkocji

9 lutego wylatuję do Szkocji. Zabieram ze sobą mamę. Będziemy mieszkały u Kasi Jakimczuk w Inverness, niedaleko Loch Ness. Mamy zamiar zwiedzić jeszcze Edynburg, Glasgow, szkockie góry i zobaczymy, co jeszcze. Wracamy 18 lutego, więc to troszkę ponad tydzień.

Inverness to miasteczko liczące ok. 53 tys. mieszkańców.
Jak przeczytałam w Wikipedii, Inverness jest portem leżącym przy ujściu rzeki Ness do zatoki Moray Firth (Morze Północne). Baza wypadowa nad Loch Ness. Znajduje się tu zrekonstruowany zamek szekspirowskiego Makbeta.

A na stronie: http://przewodnik.onet.pl/1265,1823,1062279,,,,Inverness,artykul.html napisano:

Choć Inverness może się pochwalić niewielką ilością zabytków, o jego uroku stanowi przede wszystkim wspaniałe usytuowanie nad zielonym brzegiem rzeki Ness.

Ciekawe, że piszą o braku zabytków, a wiem na pewno, że mają tam bardzo ładną katedrę, ponoć przypomina Notre Dame.

Mam zamiar spotkać się tam z pewnym człowiekiem – londyńczykiem – którego poznałam na skype. Zobaczymy czy to rzeczywiście dojdzie do skutku. Na razie twierdzi, że przyjedzie do Inverness na walentynkowy weekend, by go spędzić ze mną. :)

Byłam u okulisty

Pod koniec stycznia udałam się do specjalisty, który przyjmuje w Warszawie, ściślej w Aninie i zajmuje się najpierw orzekaniem czy istnieją możliwości leczenia wzroku w Polsce lub za granicą, a potem, w wielu przypadkach, o ile to możliwe, zajmuje się samym leczeniem.

Zgodnie z moimi przewidywaniami stwierdził, że z moimi oczami już nic nie da się zrobić. Dodał, że całkiem prawdopodobne, iż za kilkadziesiąt lat technika będzie w stanie zastąpić oczy. Mogłoby się to odbywać np. na zasadzie wszczepiania diody w mózg, która odbierałaby obraz z kamery noszonej na wysokości oczu. Ponoć takie eksperymenty już się robi.

Nie jest mi przykro. Zawsze byłam wewnętrznie przekonana, że operacja nic mi nie da. Zrobiłam to bardziej dla mojej mamy, która chciała mieć pewność.