Zarejestrowałam się na www.couchsurfing.org i www.hospitalityclub.org

Niektórzy uważają, że to szaleństwo, mnie bardzo się to podoba. Na obu tych stronach – pierwsza jest po angielsku, druga po polsku, a raczej spolszczona – rejestrują się ludzie, którzy oferują miejsce do spania tym, którzy chcieliby się u nich zatrzymać przyjeżdżając ze wszystkich stron świata. Idea jest nie tylko taka, by zaoszczędzić na hotelu, ale by przy okazji poznać mnóstwo niesamowitych ludzi, pokazać im interesujące miejsca w Twoim mieście i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Każda osoba dostaje referencje, opinie i komentarze, także można spodziewać się po niej czegoś określonego. Oferujesz nocleg, piszesz ilu osobomi w jakich warunkach. W zamian za to, ty możesz wybrać się w dowolną stronę, do dowolnego kraju Europy, Afryki i Azji i mieć gdzie spać, a przywitają Cię ludzie bardzo pozytywnie nastawieni, ufający innym i czekający na ciebie.
Nocowały już u mnie dwie Finki, jedna polska para – gość studiuje w szkole filmowej w Łodzi, bardzo ciekawa osoba – a w niedziele przyjedzie Barbara, która włada biegle 6 językami, mieszkała w niezliczonej ilości krajów i już z pisania wiem, że jest bardzo ciekawym świata i dla świata człowiekiem. Przyjeżdża ze woim brytyjskim chłopakiem, także i akcent poćwiczę. Będą u mnie kilka dni.

Moj nick na couchsurfingu to „abitah” w hospitalityclub „zakeyah”.

Yousra czyli spełnione marzenie

Jakieś dwa tygodnie temu, dowiedziałam się, że do innej organizacji, niż ta, w której mentoruję, przyjeżdżająnowi wolontariusze. napisałam do osoby, która się tym zajmuje, że chciałabym ich poznać i otrzymałam ich dane kontaktowe. Jakaż była moja radość, gdy okazało się, że jedna z nich pochodzi z Egiptu i ma na imię Yousra. Po tym, jak zupełnie nie udał się mój kontakt z Yasyrem, byłam pełna obaw, że i tu będzie podobnie. Prawda okazała się jednak zupełnie inna. Od pierwszej sekundy obie wiedziałyśmy, że mamy wspólny język, i to nie tylko angielski, czy arabski – u mnie w szczątkowej postaci. Od naszego pierwszego spotkania widujemy się co dziennie i kontakt ten daje mi tyle radości! Czuję się jej potrzebna, pomagam jej jak mogę, w zamian mam bardzo, bardzo dużo ciepła. Ponadto ciągle poznaję nowe arabskie słówka, dowiaduje się więcej o tej kulturze, religii, Yousra stara się gotować arabskie potrawy, choć dopiero zaczyna swoją przygodę z kuchnią… Ogólnie po prostu spełniło się moje marzenie. Wreszcie mam w zasięgu ręki kogoś, kogo mogę zamęczać do woli!!!!!!!!!!!!!!!

Znowu Szkocja

No i stało się. Bilety zarezerwowane. Wylot 5 sierpnia, do Edynburga, powrót 14 sierpnia. Oczywiście znowu odwiedzam Kasie, jadę jednak – a raczej lecę – z Darią W. Już się na to cieszę. Jak to miło na coś czekać. Żeby tylko spadł kurs funta, teraz kosztuje 4.99. Makabra jakaś!
Mam też nadzieję, że spotkam się z Moniakiem w Edku, ale ma w tym czasie urlop i niewiadomo czy będzie, wiadomo natomiast, że w sierpniu właśnie odbywa się tam najsławniejszy chyba w Europie festiwal.

Bora przyjechał

Wczoraj Bora – mój kolejny wolontariusz z Turcji przyjechał. Na razie wydaje mi się być baaardzo poważny, jak Pan z planety w „Małym Księciu” :) , ale czas pokaże, jaki jest naprawdę. Jutro mamy się spotkać ponownie. Przyjdzie też Canberk, a Radek przyprowadzi swojego nowo odebranego z lotniska podopiecznego Gigę z Gruzji. Zapowiada się więc ciekawy wieczór. W niedzielę mam się spotkać z dziewczynami z innej jeszcze organizacji, tj. wolontariuszkami onej, w tym jedna jest z Egiptu więc się dosłownie nie mogę doczekać.