I przybył Brice

Przyjechał. Zaczął wizytę w Polsce od Łodzi, bo jak się okazuje, tam ma „przyjaciółkę”. Potem jakk zwykle kompletnie nie miał czasu. A to wyjechał na wycieczkę z innymi wolontariuszami, a to był chory… W końcu po moim usilnym naleganiu się spotkaliśmy. Z trudem to sobie w ogóle umiem przypomnieć. Rozmowa kompletnie o niczym, on wszystko, co choćby odrobinę prywatne trzyma w tajemnicy, sam mówi, że jest zamknięty w sobie i nie lubi rozmawiać na temat własnego życia.
Jest alergikiem, np. ma alergię na koty… hm… Mam przeczucie, że nie mamy zbyt wiele wspólnego…

Zdaję FC

Postanowiłam zdać egzamin FC z angielskiego. Wiem, że w obecnych czasach nie jest on wiele wart, jak orzekła meksykańska Kasia „zdają go dzieciaki z II liceum”, ale dla mnie ma on znaczenie. Pozwoli mi uporządkować wiedzę, zmobilizuje do uzupełnienia luk, nada mi pewną systematyczność i doskonale nada się do zwalczania lenistwa i rutyny. A poza tym, ja uwielbiam testy, lubię się sprawdzać. Nie wiem tylko, co będzie, jak nie zdam :) Moja duma mocno na tym ucierpi :)
Bądźmy jednak dobrej myśli. Serio zamierzam się przygotować.
W listopadzie próbny, w grudniu prawdziwy egzamin.

31 urodziny

Swoje 31 urodziny spędziłam w pubie Imertion. Ci, co mnie znają wiedzą, że musiał to być wpływ Radka. I był. On w tym samym czasie zorganizował swoje imieniny, także świętowaliśmy razem. Było ok. 20 osób, bo Radek zaprosił wszystkich wolontariuszy, taki on już jest. Bałam się tej imprezy, bo pubowych urodzin nie lubię, ale okazało się, że wcale nie było źle. Jedzenie mogliśmy przynieść sami – mieliśmy sałatki, warzywną galaretkę, koreczki, popcorn, ciasto marchewkowe… Przez pierwszą część urodzin prawie wyłącznie spędziłam z anglikami, którzy po przeciwnej stronie urządzali sobie kawalerski wieczór – z tej jedynie okazji przylecieli do Gdańska. Byli bardzo mili i serdeczni. Kiedy sobie poszli rozpoczęliśmy planowane karaoke i było wesoło.

Dostałam bardzo miłe i przydatne prezenty: słuchawki z mikrofonem do skype, takie naprawdę porządne, łańcuszek srebrny i kolczyki, pendrive-myszkę, bon upominkowy do kappahl’a, plecak, fioletowe kolczyki, filiżankę do kawy, maszynkę do robienia popcornu 2 wina prosto z Wiednia od mojego brata i dwa szaloapaszki :)

Wróciłam do domu po czwartej, na drugi dzień czułam się doskonale i w ogóle wszystko poszło jak najlepiej!