„Dziecko w dżungli”

Myślenie Dorosłych Dzieci Alkoholików w zasadzie nie odbiega od normy, trudno mówić o patologii czy trwałych zmianach. Czasami można nawet powiedzieć, iż DDA cechuje wyjątkowa trzeźwość myślenia w sytuacjach stresowych i ekstremalnych. Potrafią podejmować dobre decyzje i trafnie analizować sytuację, podczas gdy innym przeszkadzają w tym silne napięcie lub emocje. Ta cecha myślenia DDA ujawnia się zwłaszcza w sytuacjach konkretnych zadań i wyzwań życiowych, na przykład w życiu zawodowym. Inaczej jest w sytuacjach społecznych, w myśleniu o sobie albo o swojej relacji ze światem. W tych obszarach myślenie DDA cechuje schematyczność i kompulsywność: przekonania i myśli ukształtowane na bazie doświadczeń z dzieciństwa wracają w formie natrętnych myśli, kierując zachowaniem dorosłego człowieka.
Sposoby postrzegania świata i siebie z trudem poddają się zmianie w wyniku nabywania nowych doświadczeń – podobnie jak u osób po traumie, których myśli dotyczące urazowego doświadczenia i przekonania ukształtowane pod jego wpływem są bardzo odporne na zmianę. Prawdopodobnie ma to związek z pamięcią autobiograficzną, leżącą u podstaw naszego myślenia o sobie, o innych i o świecie. W niej znajdują się pewne skrypty, czyli przekonania. Tworzą się one w wyniku wielokrotnego zetknięcia się z taką samą sekwencją wydarzeń, co sprawia, że sytuacja ta ulega uogólnieniu i myślimy, że jest typowa. Aby zrozumieć myślenie charakterystyczne dla DDA, musimy poszukać odpowiedzi na pytanie, z jakimi sekwencjami wydarzeń, sytuacji i relacji spotyka się dziecko w rodzinie, w której nadużywa się alkoholu, co w wyniku tych doświadczeń staje się dla niego typowe.
Świat widziany oczami dziecka alkoholika jest niebezpieczny, bo nieprzewidywalny. To, co wydarzy się w najbliższym otoczeniu, w dużym stopniu zależy od tego, czy rodzic będzie pijany, czy też trzeźwy, i w jakim nastroju będzie drugi z opiekunów. Nieprzewidywalność otoczenia najczęściej wiąże się dla dziecka z tzw. obiektami społecznymi, czyli z ludźmi. Obiekty nieożywione, na przykład dom, meble, zabawki bądź podwórko, mogą stać się symbolem stałości i trwania. Niestety, ta stałość czasem również bywa niszczona. Podeptane w ferworze awantury zabawki, zniszczone meble, konieczność kolejnej przeprowadzki lub brak swojego miejsca – to często normalność dla dziecka z rodziny alkoholowej.
Nieprzewidywalności świata doświadczają nie tylko dzieci z rodzin alkoholowych, w których występowała przemoc. Pojawia się ona także wtedy, gdy mamy do czynienia z różnego rodzaju zaniedbaniami. Pamiętam rodzeństwo, które miało jedne długie spodnie i parę ciepłych butów. Nosili je na zmianę. Często
któreś z tych dzieci nie pojawiało się w szkole, ponieważ drugie wyszło wcześniej i nie wróciło, gdy nadeszła pora wyjścia drugiego. Koledzy śmiali się z rodzeństwa. Pewnie niektórzy czytelnicy uznają ten przykład za ekstremalny. Ale dla mnie bulwersujące było to, że u progu XXI wieku w ogóle zdarzyła się ta historia. Za to większość DDA zna z własnego doświadczenia historie zawiedzionych nadziei i zburzenia porządku dnia codziennego czy świąt, podobne do tej: „Niedzielny poranek. Leżę w łóżku i myślę o tym, co dziś się wydarzy: zjemy śniadanie wspólnie, co zdarza się jedynie w niedzielę, pójdziemy razem do kościoła – może spotkam tam kogoś znajomego i umówię się na popołudnie. I nagle słyszę zza drzwi podniesiony głos matki; ojciec jest jeszcze pijany po wczorajszym, a ona przywołuje go do porządku. Epitety: »ty skur…, choć w niedzielę mógłbyś…«, »a co ty kur… sobie myślisz« -wciskają mnie pod poduszkę. Pewnie słyszą je sąsiedzi. Nie pójdziemy do kościoła, chyba że ja sama. Nie będzie wspólnego śniadania ani obiadu. Będzie całodzienna awantura albo nabrzmiała cisza”.
Nieprzewidywalność świata powtarzająca się w doświadczeniu dziecka owocuje ukształtowaniem się w jego wewnętrznych przekonaniach myśli typu: świat jest wrogi; świat jest dżunglą, w której trudno przetrwać; świat jest tak urządzony, że nie ma sensu nic planować, bo wszystkie plany zostają zburzone; muszę coś zrobić, by on (ona) czuł się dobrze; muszę coś zrobić, by oni nie zrobili sobie krzywdy.
Dziecko, obserwując na co dzień relacje między rodzicami, a także ich relacje z innymi, tworzy swoje podstawowe przekonania i skrypty życiowe dotyczące tego, jak wyglądają relacje między ludźmi. Najczęściej rodziny alkoholowe są dość zamknięte i rzadko utrzymują kontakty z kimkolwiek. Sąsiadów, kolegów z pracy i dalszą rodzinę traktują jak obcych, obawiając się, że bliższe relacje z nimi ujawnią, iż w rodzinie jest problem alkoholowy. Często dzieci są pouczane, by trzymały się z daleka od obcych. Słyszą, jak rodzice mówią na przykład: „Ludzie
krzywdzą”; „Lepiej, żeby inni nie wiedzieli o nas zbyt dużo”. A przekazy i nastawienia tego typu wyniesione z domu sprawiają, że dzieci alkoholików zachowują dystans wobec osób spoza rodziny. Jeżeli żyją w małym środowisku i sąsiedzi czy znajomi mogą zobaczyć pijanego rodzica albo usłyszeć awanturę, kontakty z nimi stają się dodatkowym źródłem stresu: „Co odpowiem, jeśli zapyta mnie, czy to mój ojciec?”. Dzieci alkoholików podczas spotkań z innymi często czują zażenowanie, zawstydzenie bądź nieśmiałość. Uczucia te również oddalają je od innych ludzi, podobnie jak braki w umiejętnościach interpersonalnych. Kiedy w dorosłości wchodzą w nowe środowisko lub kogoś poznają, w głowie pojawiają im się myśli w rodzaju: na pewno źle mnie ocenią; lepiej się zbytnio nie spoufalać; trzeba się mieć na baczności, bo ludzie manipulują i wykorzystują.
Rodzajem bliskich relacji są na przykład relacje między mężem i żoną, dzieckiem i rodzicem czy rodzeństwem. Schematy tego, jak mają one wyglądać i jak je budować, tworzymy na bazie dwóch źródeł związanych z rodziną pochodzenia: naszych osobistych relacji z najbliższymi i obserwując ich wzajemne relacje. Dziecko wychowujące się w rodzinie, w której alkohol jest codziennością, widzi, iż bliskości między rodzicami nie ma lub pojawia się ona w sposób zaskakujący. Obserwując matkę i ojca, zastanawia się: „Po co oni są ze sobą. Przecież męczą się razem”. Często w związkach alkoholowych nie istnieją pozytywne wzajemne uczucia, czułość czy przyjemność z bycia razem. Zamiast tego dużo jest wzajemnych pretensji, poczucia skrzywdzenia i różnych odmian złości. Jednak są także chwile, kiedy ku zaskoczeniu otoczenia pojawia się jakiś kształt bliskości. Na przykład wtedy, gdy matka mówi: „Nie mogę się z nim rozwieść, bo go kocham”; gdy mąż przynosi jej kwiaty i przeprasza za to, co się zdarzyło; gdy tworzą wspólny front: „My jesteśmy rodzicami i masz robić tak, jak my każemy”. Bliskość w związkach z osobą uzależnioną zwykle oznacza wzajemne krzywdzenie się oraz oscylowanie między bardzo dużą bliskością i jej brakiem: nierozmawianie ze sobą tygodniami lub wielogodzinna kłótnia, mówienie o miłości lub o nienawiści.
Często doświadczenie DDA mówi, że być blisko to być komuś potrzebnym. Bliskość nie oznacza wówczas wzajemnej otwartości i zaufania, odpowiedzi na potrzeby obu stron: ,Ważna jest jedynie ta druga osoba, ja jestem ważny o tyle, o ile jestem jej potrzebny”. Wiele Dorosłych Dzieci Alkoholików czerpie zadowolenie z pracy i z rodziny, gdyż czują się tam potrzebne. Nie ma w tym oczywiście nic złego, ale warto sobie czasem zadać pytanie: „Co ja mam z tych relacji poza tym, że czuję się potrzebna?”. DDA nierzadko również myślą o bliskich relacjach na przykład tak: „Bliskość nie jest czymś, co można zbudować. Jest czymś, co się zdarza. A to, czy się zdarzy, nie zależy ode mnie”; „Bliskość oznacza ranienie się i przekraczanie granic. Jest zatem niebezpieczna”; „Kiedy się kocha, należy wszystko wybaczyć. Miłość wszystko usprawiedliwia”.
Dziecko w rodzinie alkoholowej, próbując swoich sił, szybko przekonuje się, że jest bezradne i słabe – zarówno wobec świata zewnętrznego, jak i wobec tego, co dzieje się w domu. Doświadczenie bezradności może sprawić, iż będzie starało się udowodnić wszystkim, jakie jest zaradne. Może również zaowocować syndromem wyuczonej bezradności, gdy dziecko nawet nie próbuje podejmować wysiłków adekwatnych do jego możliwości, ponieważ głęboko w nim tkwi przekonanie: „I tak mi nie wyjdzie, nie jestem w stanie tego zrobić”. Na terapii często proszę Dorosłe Dzieci Alkoholików o zebranie zdań na swój temat, które słyszeli w dzieciństwie. Otrzymujemy wówczas niepokrywające się obrazy, odzwierciedlające raczej to, jakimi ktoś chciał ich widzieć, a nie to, jacy byli. Obraz siebie DDA jest swoistym kolażem: tekstów ważnych osób, roli, w jakiej funkcjonowało w rodzinie, i tego, jak doświadczało siebie, będąc dzieckiem. Doświadczanie siebie to istotne spoiwo tego kolażu, gdyż zawiera skrypty typu: jestem słaby; jestem samotny; jestem nieważny; jestem bezsilny.
Na szczęście nie wszystkie głęboko ukryte, podświadome przekonania Dorosłych Dzieci Alkoholików na swój temat są negatywne. Gdyby tak było, nie byliby w stanie normalnie żyć. Jednak negatywna jest duża część owych przekonań, co sprawia, że DDA opisują siebie raczej negatywnie, koncentrując się na swoich wadach, nie wierząc w swoje siły i przymioty. Taki rodzaj myślenia o sobie wywołuje smutek, przygnębienie, poczucie beznadziejności i zwątpienie we własne możliwości. W różnych odmianach konstelację tych cech odnajduję u większości DDA zgłaszających się na terapię. Nie zawsze jest ona widoczna na pierwszy rzut oka, gdyż wielu z nich pokazuje światu maskę pewności siebie, zaradności i niezależności.
Podsumowując schematy poznawcze, jakie wytwarzają się w dziecku pod wpływem różnorodnych doświadczeń związanych z dzieciństwem spędzonym w rodzinie alkoholowej, można nakreślić obraz świata widziany oczami bezradnego, osamotnionego i zaniedbanego dziecka: Świat jest groźny, nieprzyjazny, lub wręcz wrogi. Ludzie są w nim nieobliczalni. Pod wpływem alkoholu bądź nieopanowanych emocji krzywdzą i wykorzystują. Albo będąc słabymi, stają się ofiarami innych. Bliskość z nimi jawi się jako coś pożądanego, ale także zagrażającego, gdyż zawsze ktoś jest skrzywdzonym, a ktoś inny krzywdzącym. Przed ludźmi i światem należy się zatem bronić. Jeśli nie potrafię obejść się bez świata i ludzi, to znaczy, że jestem słaby, bezradny i podatny na skrzywdzenie.
Aż korci mnie, by przeciwstawiając się tej trudnej wizji, stworzyć inny obraz świata – widziany oczami dziecka, przy którym stoi silny i zaradny rodzic. Ten świat jest przyjazny, a dziecko czuje się bezpieczne. Ludzie zachowują się zawsze tak, jak powinni. Żyją w zgodzie ze sobą i z innymi, szanują się wzajemnie i są gotowi nieść pomoc. Wiele dzieci alkoholików marzy o takim świecie. Wyobrażają sobie kochającą rodzinę, jaką mieliby, gdyby rodzic nie pił…
Zmiana schematów poznawczych i przekonań ukształtowanych przez dzieciństwo w rodzinie alkoholowej jest niezbędna, gdyż nie są one adekwatne do doświadczania świata w dorosłości. Zwykle bywają również źródłem głębokiego smutku i leżą u podstaw strategii życiowych dopasowanych do nakreślonej wyżej wizji, która nie przystaje do aktualnej rzeczywistości. Aby odnaleźć swoje własne skrypty w tej sprawie, trzeba przeanalizować osobiste doświadczenia, relacje i wspomnienia. Należy o tym pamiętać, ponieważ każdy z nas jest inny. A ja, pisząc o pewnych wspólnych cechach myślenia DDA, dokonuję uogólnień, i co za tym idzie – wielu uproszczeń. Ważne, by tej analizy nie dokonywać w samotności, jak kiedyś, gdy byliśmy dziećmi…
Walczę z przeszłością
Moja babcia wyszła za mąż za człowieka, który stał się alkohołikiem. Przeżyła z nim ponad 60 lat. Żadna z trzech córek z tego związku nie ułożyła sobie życia. Dzisiaj te trzy niemłode już kobiety są zamknięte w sobie, wrogo nastawione do świata. Moja mama wyszła za alkoholika. Ojciec pływał na statkach dalekomorskich. Rejsy trwały kilka miesięcy. Gdy wracał – pił. Teraz mam z nim sporadyczny kontakt, raczej mu współczuję. Z mamą też nie miałam dobrego kontaktu, ale uważałam ją za świętą. Nawet gdy powodowana swoją złością bardzo mnie raniła.
Swoje życie zaczęłam układać tuż przed trzydziestką. Mogę powiedzieć, że mi się udało. Mój mąż to dobry, mądry mężczyzna. Ale nawet on nie potrafi zrozumieć tej mieszanki lęku, nieprzystosowania i niedowartościowania, jaka mną targa – to na pewno wpływa na jakość naszego życia. Mamy dwoje dzieci, życie koncentruje się wokół nich. Tamte problemy zostały odsunięte, jakoś przysypane. A przecież wiem, że to wszystko we mnie jest. Teraz najbardziej mnie bolą kontakty z mamą. Jest zimna, a mnie to boli. Czuję, jak mnie to ogranicza, zabiera energię. Radzę sobie lepiej niż kilka lat temu, ale ciągle walczę z demonami przeszłości. I wiem, że muszę się zmierzyć z nimi do końca.
Marzanna

Jestem szczęśliwy
Jestem studentem prawa na Uniwersytecie Warszawskim. W tym roku rozpoczynam także studia na filozofii. Jestem szczęśłiwym człowiekiem. Od ponad trzech lat mieszkam z moimi dziadkami. Wyprowadziłem się z domu rodziców na stałe, bo życie z ojcem było dla mnie nie do wytrzymania.
Już w liceum bardzo bałem się ludzi, także tych zwyczajnych, spacerujących po chodniku. Lękałem się, że mogą mnie skrzywdzić. Nie byłem w stanie zaprezentować publicznie swojego zdania z powodu ogromnego zdenerwowania, które przychodziło już na samą myśl, że będę musiał coś powiedzieć, chociażby na forum klasy. Moje poczucie własnej wartości było bardzo niskie. Zacząłem uciekać w swój świat. Gdy byłem młodszy, był to świat książek. Później wewnątrz siebie byłem tak rozdygotany, że nie mogłem skupić się nawet na tyle, aby czytać. Gdy książki zastąpiłem komputerem i grami komputerowymi, skończyło się to uzależnieniem od nich. Choć wewnątrz mnie panował kompletny chaos, to na zewnątrz właściwie tego nie okazywałem. Wszak nauczono mnie, że mężczyźni nie płaczą (niestety zapomniałem, jak to się robi, a szkoda…).
Pewnego dnia, a miałem wtedy chyba 16 lat, coś we mnie pękło. Poczułem, że nie mam już sił dalej tak żyć. Najpierw zdobyłem się na’ to, by porozmawiać o swoich problemach z koleżanką z klasy. Po tej rozmowie zrozumiałem, że potrzebuję pomocy. W tym czasie mój ojciec podjął nieskuteczne leczenie w AA, a ja dołączyłem do grupki dzieci alkoholików, które spotkały się z psychologiem. Z jakichś powodów po pół roku zrezygnowałem z terapii, choć na pewno przynosiła dobre rezultaty. Wkrótce trafiłem do młodzieżowej wspólnoty chrześcijańskiej. Myślę, że to działający przez nią dobry Pan Bóg tak naprawdę pomógł mi powrócić do normalnego życia.
Istniało jeszcze wiele innych pozytywnych czynników. Po pierwsze, przeprowadziłem się do dziadków, gdzie miałem coś, czego wcześniej nie doświadczyłem – spokój. Po drugie, jestem z natury ogromnym optymistą. Pamiętam, że w najtrudniejszych dla mnie chwilach myślałem o tym, że za kilka lat będzie lepiej, że kiedyś będę mógł sam decydować o swoim życiu, że założę szczęśliwą rodzinę. Po trzecie, miałem (i mam) to ogromne szczęście, że spotkałem na swej drodze wspaniałych ludzi, od których nauczyłem się, jak wielkim darem jest rozmowa z drugim człowiekiem. Po czwarte, chyba jestem trochę uparty. Opowieść moja ma optymistyczne zakończenie, choć tak naprawdę jest to koniec rozdziału, a nie książki. Cieszę się, że moje życie jest, jakie jest. Cieszę się z rzeczy, które mam i których nie mam. Jestem całkowitym alkoholowo-nikotynowym abstynentem. Nie gram już w gry komputerowe. Moje relacje z ojcem, który nie pije od ponad dwóch lat, kształtują się poprawnie. Kilka lat temu, kiedy leżał w szpitalu, wybaczyłem mu wszystko, choć on sam nigdy o wybaczenie nie prosił. Uświadamiam sobie teraz, że moje bolesne doświadczenia zahartowały mnie od zewnątrz, ale od wewnątrz uwrażliwiły. Może były potrzebne?
Jakub z Warszawy

Źródło: książka „Gdzie się podziało moje dzieciństwo – O dorosłych dzieciach alkoholików”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *