Bułgaria

Relacja z tego pobytu nie będzie długa, bo ile można pisać o tym, jak się leniuchowało?
Wersja „hotel-plaża-all inclusive” nie daje takich możliwości jak zwiedzanie kraju na własną rękę. A jednak podzielę się tym, czym mogę.

Sam pomysł wyjazdu zjawił się niezwykle spontanicznie. Ja już pożegnałam się z nadzieją spędzenia wakacji poza domem. Nie mieliśmy pomysłu gdzie, nie wiedzieliśmy z kim, a i gdzieś tam kołatała się myśl, że trzeba oszczędzać, jako że już wkrótce będzie dodatkowa osoba, na którą chętnie, ale jednak sporo przyjdzie nam wydać, szczególnie na początku.
A jednak, kiedy zadzwoniła do mnie Maryla i wspomniała, że właśnie wybiera się do biura podróży, by zabukować rodzince wakacje w Grecji, z bijącym sercem spytałam czy mieliby coś przeciw dodatkowemu towarzystwu. Odpowiedziała, że nie ma problemu. Byłam jej bardzo wdzięczna. Maryla i Andrzej mają dwójkę własnych małych dzieci – 4 i 6 lat – a nie da się ukryć, że nam również sporo jednak trzeba pomóc: gdzieś zaprowadzić, przynieść jedzenie, bo wszystko w formie bufetu, pomóc wejść do wody, potem odnaleźć leżak itd. Najtrudniej było dać nam sobie radę z wszystkimi bagażami, w drodze na lotnisko, a potem to samo, kiedy wracaliśmy. A jednak nam się udało.
Z Grecji zrobiła się Bułgaria, bo tamta oferta nie była już aktualna, a w Bułgarii również jeszcze nas nie było. Do tego cena okazała się bardzo zachęcająca. Byłam zdziwiona jej niskością. Obawiałam się, że być może na miejscu okaże się, czemu tak nie drogo. Ku wielkiemu zadowoleniu stało się wręcz przeciwnie. Nie mogłam się nadziwić, że za takie pieniądze, było dużo lepiej, niż się spodziewałam. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, to dopiero trzeci wyjazd tego typu w moim życiu, ale tworzy to już jakąś małą skalę porównawczą. Nie da się ukryć, że pobyt w Bułgarii, pod wieloma względami uważam za bardziej udany, niż ten w Tunezji. Nie mam tu na myśli towarzystwa, nastroju czy innych czynników niezależnych od miejsca pobytu, ale właśnie to, co na takie oferty all inclusive się składa.

Zacznę od hotelu. Zamieszkaliśmy 4 km od centrum i starówki Nessebar, w hotelu Sol Nessebar Mare:
http://www.holidaycheck.pl/hi/e91a7f7e-eecc-3af0-b3a3-7940887e4612

Nowocześnie i nastrojowo urządzony z bardzo wygodnymi pokojami. W naszym znajdowała się mała lodówka, sporo szafek, duża szafa, telewizor, telefon, klimatyzacja, wanna z prysznicem, suszarka do włosów, świeże ręczniki i pościel, które były wymieniane każdego dnia. Na balkonie stała suszarka, na której można było wywieszać kąpielowe stroje oraz stolik z dwoma krzesłami. Na podłodze leżał dywan, mieliśmy również wielkie, małżeńskie łoże, a w szafie dodatkowe poduszki i kołdry. Było też biurko i kawowy stolik z wygodnym fotelem. Pokoje nasze, czyli mój i Rolanda, jak i Maryli z rodzinką, połączone były podwójnymi drzwiami w ścianie, zamykanymi na klucz. Jeśli ktoś z nas się przebierał zamykał po swojej stronie. W innym przypadku mogliśmy je pootwierać i swobodnie rozmawiać. Fajne rozwiązanie.
Pokoje były co dziennie sprzątane, a obsługa dyskretna i niezauważalna. Nie miało się poczucia, że ktokolwiek oczekuje napiwków czy innych dowodów wdzięczności. Wszyscy mówili po angielsku i rosyjsku. Recepcja była dostępna 24 godziny na dobę. Na terenie samego hotelu znajdowały się 2 baseny ze słodką wodą, w tym jeden ze zjeżdżalnią, liczne bary serwujące przekąski i nieoszukane drinki oraz napoje i soki, automaty do fanty, coli itp., ekspresy do kawy i herbaty, automaty do gier, gry komputerowe, sklepy z pamiątkami, korty tenisowe, boisko do koszykówki, siłownia, a w hotelu obok – był to bowiem kompleks 3 hoteli – SPA, w którym można było wykupić sobie dodatkowe przyjemności, market, sklep z ubraniami, jubiler i pewnie jeszcze kilka innych rzeczy, o których nie wiem. Na wypadek brzydkiej pogody, w hotelu naszym znajdowała się również kryta pływalnia otwierana również na specjalne życzenie. Ponieważ jednakże pogoda trafiła nam się, jak marzenie, przez cały pobyt nikt z nas tam nie był, a i nie zauważyliśmy, żeby kto inny z niej korzystał. Miło jednak, że taka możliwość istniała. Gdybym była wielbicielką pływania, to poprosiłabym o otwarcie tego właśnie basenu, żeby zwyczajnie popływać sobie bez obawy, że na kogoś wpadnę lub przeszkodzę dzieciom w zabawie.

W bardzo niewielkiej odległości od hotelu, pewnie ok. 200 metrów, znajdowała się niewielka, ale czysta i piaszczysta plaża, a potem to już tylko morze. Wielkie i cieplejsze niż Bałtyk, z czystym, piaszczystym dnem. Było też jakby mniej słone.

Wielką atrakcją hotelu była oczywiście ogromna restauracja, gdzie serwowano nam posiłki. Mnie osobiście jedzenie tam smakowało. Było bardzo zbliżone do Europejskiego standardu. Można dostać tam wszystkie składniki brytyjskiego śniadania, ale i lokalne sery, z których słynie Bułgaria, narodowe danie czyli szopska sałatka, jak i świeże owoce sezonowe i warzywa. Smakowały mi tam również ciasta.

Z wycieczek, jakie można sobie dodatkowo wykupić, dla mnie najciekawszą wydała się ta do Istambułu. Niestety Maryla i Andrzej już tam byli, więc nie wybraliśmy się tam tym razem. Oprócz tego, można pojechać do delfinarium i aqua parku, Warny i Słonecznego brzegu.

Wybraliśmy się za to do centrum Nessebar, które jest bliżej hotelu, a zaraz po nim starówka tego miasteczka. Tam też byliśmy.
http://www.holidaycheck.pl/dp/5d2f587a-7c21-3ad2-811c-d262845a8c24
http://www.elenite.pl/nessebar.html

Urokliwe miejsce, nazywane perłą morza czarnego, w 1983 roku wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO.
Istny raj dla wielbicieli cerkwii. Oprócz nich jest tam muzeum archeologiczne, stary wiatrak i ruiny bazyliki z V wieku.
Będąc na starówce znajdujemy się praktycznie nad samym morzem. Ulice zastawione kramami, sklepikami z pamiątkami, restauracjami i kawiarniami. Co ciekawe ceny są w Bułgarii naprawdę atrakcyjne, nawet te nakierowane na turystów. Pamiątki, które tam oglądałam, były najciekawszymi pamiątkami z wszystkich moich wycieczek. Prócz standardowych magnesów i breloczków można tam było znaleźć inne perełki. Bułgarzy szczycą się rękodzielnictwem, a więc mnóstwo tam oryginalnych i niepowtarzalnych rarytasów. Ceramika, skóra, szkło i inne materiały, a wszystko to estetyczne, ładne i solidne. Myślę, że to duży plus w porównaniu z kiczem, który tak namiętnie sprzedaje się wszędzie indziej. Poza tym dumą Bułgarii jest produkowany tam na dużą skalę olej różany. Na jego bazie powstała pełna gama kosmetyków o zapachu róż. Wszędzie można, za niewielkie pieniądze, nabyć mydełka, perfumy, olejki, balsamy, kremy i wszystko to, co można sobie wyobrazić o zapachu róży. W naszym hotelu był nawet do dostania drink z likierem różanym, do kupienia liczne konfitury i drzemy, także nie tylko zapach, ale i smak róż, to charakterystyczna nuta, na którą natrafi każdy turysta. Warto zwrócić uwagę na to, że zapach czerwonych róż, nieco duszący i słodkawy jest inny od zapachu róż białych, który mnie osobiście dużo bardziej odpowiadał, dlatego wybierając kosmetyki szukałam właśnie tych z białej róży.

Centrum Nessebar, to już bardziej tradycyjne miasteczko. Można tam również znaleźć sklepy z pamiątkami, ale przeważają już te z ubraniami, torebkami i butami. Skóra i biżuteria, zarówno złoto, jak i srebro, również bardzo starannie wykonane, jest także tańsze, niż w Polsce, a już na pewno dużo tańsze, niż w Belgii. Bułgaria słynie również z precyzyjnie wykonanych podróbek dobrych, markowych zegarków i perfum. To ostatnie zdecydowanie potwierdzam..

Zdjęcia z pobytu w Bułgarii można obejrzeć tutaj: http://www.monikazarczuk.pl/galeria/bulgaria-09-2014/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *