Męskość, kobiecość – wymiar kulturowy

Paweł Boski

Instytut Psychologii PAN

Męskość – Kobiecość jako wymiar kulturowy.
Koncepcje – problemy – pytania – badania

„…” Przyjrzyjmy się praktykom kulturowym regulującym
wzajemne relacje kobiet i mężczyzn, które zostały zarejestrowane w trzech krajach. Zacznę od zapisów moich doświadczeń z lat 80. w Nigerii oraz w USA.
Zakończę relacjami innych osób na temat incydentów, które miały miejsce we współczesnej Szwecji.

I. Doświadczenia płci w Afryce Zachodniej
Ćwierć wieku temu w Nigerii pracowało kilka tysięcy Polaków, udających się do tego kraju Zachodniej Afryki na kontrakty za pośrednictwem przedsiębiorstwa PHZ „Polservice”; byłem wśród nich i ja, jedyny wykładowca psychologii z naszego kraju. Pierwszą kwestią, jaka wzbudziła moje zdziwienie w obszarze ról płciowych, były różnice w tytułowaniu kobiet i mężczyzn pracujących na uczelni. Jeśli mężczyzna był profesorem, to pisano Prof. White; gdy pod nazwiskiem tym występowała kobieta, wówczas wyglądało to tak: Prof. (Mrs.) White. Ot, powiedzielibyśmy, postkolonialny obyczaj rodem z brytyjskiej kultury. Wkrótce zaczęły się pojawiać różnice o mniej trywialnym charakterze.

Polacy z reguły przyjeżdżali do Nigerii pełnymi rodzinami. Częściej w takich przypadkach kontrakt posiadał mąż (choć zdarzało się też odwrotnie). Kobiety chciały jednak podejmować pracę zawodową, mając nie mniejsze kwalifikacje niż mężczyźni. Na ogół bez trudu ją dostawały, musiały jednak spełnić pewien zaskakujący warunek: dostarczyć na piśmie zgodę męża na zatrudnienie. Zgody męża wymagano również od kobiet przy zakładaniu konta bankowego czy przy staraniach o prawo jazdy. Były to doświadczenia bulwersujące dla Polek i odczuwane jako upokarzające. Trudno jednak było protestować, nie mieliśmy bowiem ku temu – jako ekspatrioci – żadnego mandatu.

Warto jeszcze dodać interesującą obserwację dotyczącą postrzegania polskich mężczyzn w Nigerii. Zapewne czytelnika nie zaskoczy widok mężczyzny wychodzącego ze sklepu z torbą plastikową-reklamówką w ręku. W Nigerii handel, a zwłaszcza na tradycyjnych targowiskach, jest domeną wyłącznie kobiet. One to podążają na targ, niosąc na głowach misy pełne produktów na sprzedaż bądź wracają tak z zakupami. Widok mężczyzny obładowanego torbami plastikowymi jest szokująco nieodpowiedni i nieakceptowalny. Stąd też Polakom przenoszącym bezwiednie naszą obyczajowość została przydana niezbyt korzystna etykieta: Handbags; ten szyderczy termin rozpowszechnił się też w środowisku ekspatriotów.

Moim nigeryjskim szefem – i zarazem pierwszym psychologiem międzykulturowym, z jakim pracowałem – był Pakistańczyk. Pakistan jest republiką islamską i krajem, w którym powszechnie praktykowane są małżeństwa aranżowane. Relacje między kobietami a mężczyznami poddane są tam bardzo restrykcyjnej kontroli. Wielokrotnie odwiedzając mego szefa w jego domu, nigdy nie zamieniłem więcej słów niż frazy przywitania/pożegnania z jego żoną; wejście w konwersację byłoby kulturowo niewłaściwe (a z jej strony wręcz niemożliwe), podanie ręki – jako kontakt fizyczny – również nie wchodziło w grę. Któregoś dnia, wyraźnie zmartwiony szef zwierzył mi się, że jego córka Z., 20-letnia studentka naszego uniwersytetu, była widziana w miejscach publicznych z jednym z wykładowców, mężczyzną, Nigeryjczykiem (choć Muzułmaninem). Przeżywał to jako bolesny cios dla reputacji rodziny: wszak dziewczyna-córka w żadnym wypadku nie powinna spotykać się sama z obcym mężczyzną w miejscach publicznych. Niedługo po tej rozmowie dowiedziałem się, jak problem został rozwiązany: Z. została odesłana do Pakistanu, gdzie czekał już na nią uzgodniony w kontaktach między-rodzinnych narzeczony. Ślub odbył się wkrótce, a w rok później szef oznajmił mi z wyraźną dumą, że został dziadkiem.

Wreszcie ostatnie w tym przeglądzie, trudne doświadczenie profesjonalne z Czarnej Afryki. Któregoś roku na psychologię trafiła Czarna Amerykanka, przyjechała z USA, ze stanu Georgia, w ramach modnego wówczas wśród Afroamerykanów powrotu do korzeni. Ubierała się jak lokalne dziewczyny, miała plecione, sztywne warkoczyki, jednak jej akcent był wyraźnie amerykański, podobnie jak niezależność w ujawnianiu poglądów i sądów. Często wchodziła ze mną w dyskusje teoretyczne, czego lokalne Nigeryjki nie robiły. Pewnego razu wyjeżdżałem do innego miasta i postanowiłem odwołać wykład z Psychology of Personality. Pod wpływem perswazji ze strony A. zgodziłem się, aby zastąpiła mnie na zajęciach; chciała opowiedzieć kolegom o koncepcjach Lacane’a (afrykańskiego psychoanalityka żyjącego we Francji) na temat afrykańskiej osobowości. Zgodziłem się chętnie.

Okazało się, że była to bardzo niefortunna decyzja. Po powrocie dowiedziałem się, że podczas zajęć prowadzonych przez A. doszło do poważnego konfl iktu. Według sporządzonej relacji wyglądało to tak: A. weszła do klasy i oświadczyła, że w porozumieniu ze mną przeprowadzi zajęcia na temat Lacane’a, po czym zaczęła zapisywać temat zajęć na tablicy. W tym momencie do tablicy podeszło trzech studentów, mężczyzn, mówiąc, że nie będzie im studentka prowadzić żadnych wykładów, że nie życzą sobie czegoś podobnego itp. Jeden z nich starł z tablicy napisany tytuł i dmuchnął kredą ze ściereczki w twarz A. (Akt ten można interpretować jako symboliczne „wybielenie” Czarnej Amerykanki, a więc wykluczenie jej, „nie jesteś nasza”). A. uderzyła wówczas jednego z antagonistów w twarz. Doszło do ogólnej przepychanki, inni studenci rozdzielili zwaśnione strony, dzięki czemu nie doszło do dalszej eskalacji agresji.

A. została zawieszona w prawach studenta. (Ja dostałem upomnienie od mego pakistańskiego szefa, że lekkomyślnie dopuściłem do groźnej sytuacji.) Tak więc kobieta została uznana za winną incydentu, choć łatwo można by argumentować, że została sprowokowana i jej koledzy byli nie mniej odpowiedzialni za całe zajście. Sprawa na tym się nie zakończyła. Z jednym z nigeryjskich kolegów wykładowców postanowiliśmy kilka miesięcy później rozwiązać ten problem w trakcie kilkudniowego treningu grupowego z udziałem całego rocznika i wszystkich głównych aktorów zajścia. Niestety, dwudniowa, bardzo angażująca emocjonalnie sesja wyjazdowa nie przyniosła konstruktywnego rozwiązania. Konfl ikt miał kilka istotnych osi, z których najważniejszą, z punktu widzenia mężczyzn, było uwłaczające zachowanie kobiety wobec kolegi o rystokratycznym pochodzeniu: student, którego A. uderzyła w twarz, pochodził z rodziny książęcej (prince lub chief wśród grupy etnicznej Ibo ma lokalne znaczenie honoryfi czne, ograniczone do wioski lub gminy). Jego dwaj współtowarzysze byli przybocznymi adiutantami. Spoliczkowanie kogoś z wysokiego rodu przez kobietę-Amerykankę było czynem niewybaczalnym. Z kolei A. uważała się za ofiarę męskiej buty i agresji; w jej egalitarnej mentalności względy pochodzeniowe nie odgrywały większej roli, a jako kobieta niezależna czuła się ofiarą męskiej zbiorowej agresji. Te jakże odmienne punkty widzenia okazały się nieprzekraczalnymi barierami dla drugiej strony konfliktu. Po tej nieudanej próbie zastosowania psychologii dojmująco poczułem słabości naszej dyscypliny w konfrontacji z potęgą kulturowych uwarunkowań ludzkich uczuć i myślenia.

II. Kulturowe regulacje relacji między płciami w instytucjach pracy w Ameryce Północnej
Kolejne przykłady dotyczą świata pracy i relacji między płciami w Ameryce Północnej, czyli zjawiska nachalności/natarczywości seksualnej (sexual harassment), które w latach 80. zaczęło istotnie kształtować klimat organizacyjny tamtejszych instytucji, stając się źródłem wielu zarządzeń i działań z zakresu polityki personalnej; powstawały specjalne komórki organizacyjne ds. Walki z Natarczywością Seksualną.

Brałem udział w obowiązkowych szkoleniach z zakresu sexual harassment w dwóch uczelniach na terenie USA (w odległych od siebie stanach Kansas oraz
New Jersey). Szkolenia te przypominały obowiązkowe zajęcia ideologiczne z marksizmu-leninizmu w czasach PRL, o czym wspomniałem uczestnikom w trakcie jednego z takich szkoleń. Program prowadzony przez „wybitne specjalistki” miał charakter „teoretyczny” i warsztatowy, pokazywano typowe zachowania wchodzące w zakres pojęcia i trenowano zachowania przeciwstawiania się niechcianym awansom, przede wszystkim ze strony mężczyzn. Scenariusz jednej z odgrywanych scen wyglądał następująco: kobieta z tytułem doktora, nowo przyjęta do pracy na stanowisko assistant professor została zaproszona na lunch przez starszego kolegę, profesora zwyczajnego (full professor). W pewnym momencie poczuła pod stołem zetknięcie kolana mężczyzny ze swoim kolanem, cofnęła więc krzesło i kontynuowała working lunch z kolegą. Po kilku minutach zdarzenie powtórzyło się: znów
poczuła dotyk kolana mężczyzny. Historia kończyła się postawieniem pytania problemowego: Jak należy się zachować w takiej sytuacji? W jaki sposób należy dać odpór mężczyźnie? Uczestnicy w małych grupkach opracowywali właściwą, ich zdaniem, strategię postępowania kobiety, po czym następowała dyskusja ogólna zakończona podsumowaniem przez trenerki prowadzące szkolenie. Podana nam została reguła trzech kroków:

  1. jasne i bezpośrednie wyrażenie sprzeciwu wobec sprawcy,
  2. sprzeciw z zagrożeniem podjęcia działań wobec osoby natarczywej,
  3. zgłoszenie zajścia w postaci oskarżenia do komisji ds. Sexual Harassment and Equal Opportunity.

W tym samym mniej więcej czasie byłem świadkiem dramatycznego zdarzenia. Pewnego wieczoru, gdy prowadziłem swój wykład, w sąsiedniej sali i na korytarzu dało się słyszeć poruszenie. Wybiegliśmy i oto naszym oczom ukazał się taki widok: z sąsiedniej sali wykładowej dwóch policjantów wyprowadzało skutego w kajdanki kolegę, profesora zwyczajnego uczelni, w której pracowałem. Oniemieliśmy. Okazało się nazajutrz, że profesor został oskarżony przez dwie studentki psychologii o molestowanie seksualne w trakcie zajęć z treningu relaksacyjnego, które prowadził w swoim gabinecie, stosując technikę masażu. Ponoć dopuszczał się dotykania piersi owych studentek. Kolega został zawieszony, a następnie, po wyroku sądowym, usunięty z pracy. (Warto przypomnieć, że wielu profesorów straciło w podobnych okolicznościach pracę, wśród nich jeden z twórców behawioryzmu, John Watson.)

W latach 90. uczelnie amerykańskie zaczęły wytyczać zasady zachowania się studentów na randkach, określane były procedury zachowań, których należało przestrzegać w kolejnych krokach zmierzających do zbliżenia seksualnego. Na przykład: Czy wyrażasz zgodę, abym rozpiął teraz Twoją bluzkę? Nieprzestrzeganie tych zaleceń regulaminowych mogło stanowić podstawę oskarżenia o gwałt randkowy (date rape). Prowadzone były badania do prac magisterskich na temat gwałtu randkowego.

III. Prezerwatywy podawane na tacy w trakcie imprezy studenckiej Poniższy przykład zanotowany został jako niezwykłe doświadczenie kulturowe przez holenderską studentkę przebywającą w ramach programu Erasmus na uniwersytecie w Szwecji. Jej relacja dotarła do mnie w związku z zajęciami, jakie
sam prowadziłem w Lund.

„Ostatnia zaskakująca sprawa dotyczy prezerwatyw. Tu, w Lund, rozdawanie za darmo prezerwatyw na imprezach studenckich jest rzeczą całkowicie normalną. Oczywiście jestem w stanie przyjąć, że jest to bardzo dobra rzecz. Niemniej było to dla mnie bardzo dziwne, kiedy rozmawiałam z jakimś facetem na party i podeszła do nas dziewczyna, wręczając mi ot tak po prostu cztery prezerwatywy. Czułam się z tym nieco głupio. W Holandii jesteśmy bardzo otwarci i traktujemy temat seksu bez oporów. Ale sytuacji takiej jak ta nigdy nie doświadczyłam!”.

Na ile opisany wyżej epizod można uznać za typową dla Skandynawii praktykę kulturową, a na ile jest to wydarzenie przypadkowe? Poproszony przeze mnie profesor z uniwersytetu w Lund zadał to pytanie 20 miejscowym studentom. Dwunastu odpowiedziało, że to typowe postępowanie, czterech innych oświadczyło, że to „rzadkie, ale nie szokujące”, a dla pozostałych czterech zdarzenie było „zarówno rzadkie, jak i szokujące”.

Poprosiłem o opinię polskich specjalistów od języka i kultury skandynawskiej i uzyskałem potwierdzenie co do typowości takich praktyk w Szwecji. Ponadto jedna z polskich doktorantek, która przebywała na stypendium w Szwecji, wzbogaciła doświadczenie Holenderki. W Szwecji każdy student, również zagraniczny, jest zobowiązany do członkostwa w tzw. nacji. (Nacjami pierwotnie były stowarzyszenia terytorialne, związane z regionem pochodzenia studentów.
Obecnie regionalizm już nie obowiązuje, ale nazwa i obyczaj utrzymały się.) Moja informatorka powiedziała, że w nacji, do której należała, pod koniec spotkań towarzysko-tanecznych, nad ranem na tacach były rozdawane prezerwatywy. Postępowanie takie jest więc oficjalną praktyką, w której wyraża się daleko posunięta permisywność seksualna w połączeniu z higienicznym podejściem wyrażającym się w haśle: „zdrowy, bezpieczny seks w zdrowym ciele”.

Mogę bezpiecznie założyć, że wszystkie tak odmienne incydenty krytyczne wzbudzą w polskim czytelniku zdumienie. Pokazują one jednocześnie, w jak
szerokim paśmie mieszczą się kulturowe praktyki określające to, co „normalne” w relacjach między mężczyznami i kobietami, to, jak powinni się zachowywać w rolach im wyznaczonych. Każdy z przypadków relacjonuje wszak praktyki powszechnie stosowane, a nie wyjątki odbiegające od lokalnych norm.

„…”

Badania zostały przeprowadzone w Polsce, we Włoszech i w Niemczech (Chojnowska i in., 2006). Ich celem była diagnoza tożsamości rodzajowej mężczyzn i kobiet w tych trzech krajach, tożsamości ujmowanej relacyjnie, a więc w odniesieniu do tego, co jest określane mianem „kobiecego” i „męskiego” w otaczającym świecie własnej kultury. Inspiracją dla konstrukcji narzędzia badawczego, za pomocą którego diagnozowano kulturę i tożsamość rodzaju, było inne zdarzenie międzykulturowe, opisane i sfi lmowane w Pożegnaniu z Afryką według K. Blixen.

Główna bohaterka, Karen, wysiadłszy z pociągu, po odbyciu długiej i męczącej podróży do Nairobi w Brytyjskiej Afryce Wschodniej, postanawia
wstąpić do lokalu klubowego mieszczącego się przy dworcu kolejowym. Nieświadoma obowiązującej tam segregacji płciowej, wzbudza poruszenie wśród
obecnych gentlemenów i zostaje grzecznie wyproszona przez lokalnego stewarda. W realiach tamtejszego świata obecność kobiety w klubie była czymś
niewyobrażalnym.

Podsumowując, w ramach dobrze ugruntowanego podziału na męskie i kobiece role społeczne występują również różnice kulturowe w zakresie stopnia
feminizacji i polaryzacji. Polska charakteryzuje się wyższym stopniem udziału w obu tych aspektach kultury rodzaju niż Włochy i Niemcy. W ramach tych trzech krajów europejskich mężczyźni Włosi oraz kobiety Polki mają najbardziej skrystalizowaną własną tożsamość rodzaju. Tożsamość męska – zwłaszcza u Włochów – obniża poziom wartości humanistycznych oraz sprzyja flirtowi z kobietami. Istnieją więc przesłanki empiryczne, by określać naszą kulturę jako kobiecą: kobiety silnie akcentują swoją realną obecność w sferze życia publicznego (zawodowego), jak również jej subiektywną reprezentację; psychologicznie są dobrze zaadaptowane do rzeczywistości, w której funkcjonują; rysując dość wyraźną granicę między światami obu rodzajów, nie pragną wkraczać w obszar ról męskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *