Skąd się wzięło bungee

Skok na bungee – sport dla adrenaliny

Skoki na bungee wywodzą się z rytualnego obrzędu mieszkańców wyspy Pentecost w archipelagu Nowych Hybryd na Pacyfiku. Z pomocą lian przywiązanych do kostek skakali oni z bambusowych konstrukcji w celu udowodnienia męskości i zapewnienia urodzaju swojemu plemieniu. Legenda głosi, że premierowy skok wykonała kobieta uciekająca przed rozgniewanym mężem. Skoczyła ona z bananowca po uprzednim obwiązaniu nóg lianami. Mąż zaś nie wiedząc, co zrobiła jego żona, skoczył za nią i stracił życie. W styczniowym numerze miesięcznika „National Geographic” z 1955 roku dziennikarze odkryli dla świata ten element folkloru. Jednak dopiero po piętnastu latach członek tamtej ekipy zdecydował się na spróbowanie swoich sił. Najprawdopodobniej był to pierwszy skok wykonany przez osobę spoza wyspy. Za początek współczesnych skoków na bungee, a zarazem pierwsze skoki wykonane poza wyspą Pentecost, uznaje się wyczyn czterech studentów z Oxfordu, z akademickiego klubu sportów ekstremalnych. Dokonali oni tego w kwietniu 1979 roku w Wielkiej Brytanii z mostu Clifton Suspension Bridge w Bristolu. Od tamtej pory nastąpił gwałtowny rozkwit tej ekstremalnej rozrywki. Pierwsze komercyjne miejsce powstało w drugiej połowie lat osiemdziesiątych w Nowej Zelandii. W Polsce historia skoków na bungee sięga roku 1989. Za autora pierwszego skoku uznaje się Mieczysława Lęczewskiego, instruktora skoków na spadochronie oraz lotów na paralotni. Jego pierwszy skok został wykonany 14 kwietnia 1989 roku, z mostu na Wilczym Jarze. W celu sprostowania – określane jako sport skoki są tak naprawdę elementem rekreacji. Trudno bowiem w tym kontekście mówić o rywalizacji lub specjalistycznym treningu. Mimo, że odbywają się na świecie konkursy, zdecydowana większość amatorów bungee skacze dla własnej satysfakcji, przyjemności i potężnej dawki adrenaliny. Bungee jumping to sport z segmentu kstremalnych, który polega na skokach w dół z dużej wysokości przy pomocy liny. Jest ona zbudowana z setek cienkich lateksowych gumek, które są osłonięte zewnętrzną powłoką. Wpływa to na trwałość liny. Dodatkowym czynnikiem zabezpieczającym wytrzymałość tego sprzętu jest skręcenie liny. Na bungee można jednak skakać również przy użyciu liny nieskręconej z odsłoniętymi gumkami lateksowymi. Stosuje się trzy grubości gum: cienka dla wagi skoczka od 40 do 65 kg, średnia od 65-90 kg, gruba od 90 do 120 kg. Można skakać w kilka osób naraz. Kolejnym niezwykle istotnym elementem decydującym o bezpieczeństwie jest rodzaj uprzęży, a więc sposób przymocowania liny do skoczka. Są cztery rodzaje uprzęży: taśma owijana wokół kostek, na korpus, na biodra, specjalna uprząż na kostki. Skacząc z zastosowaniem uprzęży na nogach należy założyć uprząż asekuracyjną na biodra lub korpus. Wypadki przeważnie spowodowane są nieodpowiednim zastosowaniem grubości gumy do wagi skoczka. Sam pomysł skoków na bungee jest bezpieczny pod warunkiem odpowiedniego przygotowania się do skoku. Co ważne, bezpieczeństwo to w dość prosty sposób wyjaśnia fizyka. Na jej podstawie należy dopasować grubość liny do wagi ciała śmiałka. Odnotowane wypadki związane są zatem niemal wyłącznie z winą obsługujących skok ludzi, a więc złym dobraniem liny lub nieodpowiednim jej przymocowaniem. Najczęstszą formą z jaką można się zetknąć są skoki oddawane ze specjalnie w tym celu ustawionego dźwigu. Dźwigi takie można spotkać w miejscach gdzie organizowane są imprezy plenerowe, a często także w miejscowościach turystycznych. Duże skupiska ludzi sprawiają, że znajdzie się więcej śmiałków zainteresowanych skokiem, chcących zaimponować swoją odwagą. Dźwig wynosi skoczka na wysokość ok. 45-90 metrów.
Jednak dla bardziej wytrawnych skoczków dźwig nie jest już jedynym wyzwaniem, dlatego często decydują się na skoki z mostów, wysokich budynków, balonów, skał czy też w jeszcze innych miejscach. W Polsce jest niewielu organizatorów bungee, niewiele jest też stałych miejsc, gdzie można skakać. Do najwyższych obiektów do bungee należą specjalne dźwigi znajdujące się w Warszawie i Zakopanem. Ponadto skakać można w Karpaczu (Wielka Skocznia), Krasnymstawie (11 września ” Święto Chmielu”), Oczkowie/koło Żywca, w każdą niedzielę i Stańczykach koło Gołdapi, w każdy weekend. Cena wynosi ok. 100-150 zł za pierwszy skok. Zanim skoczymy, warto zawsze sprawdzić, czy organizator ma licencję instruktorską. Powinien też mieć wykupione ubezpieczenie OC i NW oraz zgodę właściciela obiektu na wykonywanie skoków. Jeżeli skacze się z mostu, zgodę wydaje Rejon Dróg Publicznych, jeśli z dźwigu – Urząd Dozoru Technicznego. Skoki na linie są bardzo widowiskowe i gromadzą zwykle wielu widzów, szczególnie wtedy gdy podejmowane są próby bicia rekordów. Ta dyscyplina, podobnie jak inne, ma swoją księgę rekordów. W lutym 1992 roku Gregory Riffi wykonał skok długości 249,9 m z helikoptera lecącego nad doliną Loary we Francji. Tego samego roku Chris Allum znalazł w zachodniej Wirginii most, z którego skoczył na głębokość 250,5 m. Rok później na czele 7 – osobowego zespołu oddał w przełomie New River skok na 267 m. Dokonał tej sztuki w specjalnie skonstruowanym koszu. Kiedy kosz osiągnął najniższe położenie, Allen wyskoczył z niego na linie i dotarł aż do powierzchni wody. Imponują rekordowe skoki z balonów. W 1990 roku John Kockelman skoczył 300 m z balonu zawieszonego na wysokości 1,5 km. Wyczyn zakończył odcięciem liny i wylądowaniem na spadochronie. Doug Hase, skacząc rok później z balonu nad Boulder (Kolorado), uzyskał odległość 730 m. Skoki na linie weszły w 1995 roku do programu rozgrywanego corocznie konkursu sportów ekstremalnych. Wzięło w nim wtedy udział 30 skoczków, a pula nagród wynosiła 40 tys. dolarów. Z roku na rok obie liczby rosną, a dzięki rozwojowi technologii skoczkowie poprawiaj.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *