Skąd wziął się homoseksualizm

Polityka – nr 14 (2446) z dnia 03-04-2004; s. 80 Nauka

Skąd się wziął homoseksualizm

Gej, gen, gęś

Homoseksualizm – jedna z największych i najtrudniejszych do rozwiązania tajemnic ewolucji – budzi kontrowersje nie tylko natury obyczajowej.
Marcin Rotkiewicz

Wśród opinii na temat homoseksualizmu bardzo często można spotkać się ze stwierdzeniem, że preferowanie partnerów seksualnych tej samej płci jest sprzeczne z naturą. Badania pokazują jednak, że to nieprawda. – Homoseksualizm nie jest cechą specyficznie ludzką. Występuje u wielu zwierząt i to tych spośród najbardziej ewolucyjnie zaawansowanych grup jak ptaki i ssaki – mówi dr hab. Bogusław Pawłowski z Katedry Antropologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Konrad Lorenz, nieżyjący już wybitny austriacki badacz natury zwierząt i laureat Nagrody Nobla, opisał w swojej słynnej książce „Tak zwane zło” (tytułowe zło dotyczyło agresji wewnątrzgatunkowej) zaskakująco silny związek dwóch gąsiorów, którym dał imiona Kopfschlitz i Max. Obydwaj tworzyli nierozłączną parę. Rozdzielili ich dopiero naukowcy, przenosząc Kopfschlitza w inne, odległe miejsce. Tam związał się on z gęsią (zwierzęta te są monogamiczne), z którą doczekał się nawet potomstwa. Kiedy jednak badacze sprowadzili Maxa, Kopfschlitz natychmiast porzucił „żonę” wraz z dziećmi i wrócił do swojego ukochanego. Lorenz wspominał, że obydwa gąsiory trzymały się razem jak za dawnych lat, a opuszczona partnerka Kopfschlitza smutno włóczyła się za nimi. Homoseksualizm u tego gatunku ptaków jest spotykany podobnie często jak u ludzi.

Znane są też przykłady zwierzęcego żeńskiego homoseksualizmu. Wśród szympansic bonobo najbliższe przyjaciółki oddają się rytuałowi nazwanemu hoka-hoka. Polega on na częstym i intensywnym pocieraniu się genitaliami, co ewidentnie sprawia małpom przyjemność. Nie jest to jednak wyłącznie zachowanie hedonistyczne – spełnia ono ważną funkcję społeczną, wzmacniając więź między samicami.

W ludzkiej populacji mamy ok. 2–4 proc. gejów i 1–2 proc. lesbijek. To niedużo, ale ta niewielka liczba stanowi z ewolucyjnego punktu widzenia nie lada problem. Zgodnie z darwinizmem (wbrew obiegowym opiniom – jedną z najlepiej udokumentowanych i przekonujących teorii biologicznych) dobór naturalny premiuje wyłącznie te osobniki, które zdolne są powielić swoje geny. Najlepszym tego sposobem jest spłodzenie potomstwa. Zatem osobniki obniżające własną reproduktywność powinny zostać wyrugowane z ewolucyjnego obiegu.

Homoseksualizm niewątpliwie wyklucza posiadanie dzieci (nie licząc związków kamuflujących, gdy homoseksualiści wiążą się z przedstawicielami przeciwnej płci z obawy przed społecznym ostracyzmem). Jak więc wytłumaczyć obecność gejów i lesbijek w ludzkiej populacji? Musi istnieć jakiś mechanizm, który tego typu skłonnościom pozwala przechodzić z pokolenia na pokolenie.

Jednym z pierwszych, który postanowił zmierzyć się z tym arcytrudnym zagadnieniem, był Edward O. Wilson – słynny biolog z Harvard University. W latach siedemdziesiątych wywołał burzę publikując książki „Socjobiologia” i „O naturze ludzkiej”. W obydwu postulował zupełnie nowe podejście do badań zachowań człowieka i społeczności ludzkich – wyłącznie z ewolucyjnego punktu widzenia. Na kartach „O naturze ludzkiej” stwierdził, że homoseksualizm można wyjaśnić w dość prosty sposób: wprawdzie geje czy lesbijki nie posiadają dzieci (albo mają je rzadziej niż osoby heteroseksualne – oblicza się, że pięciokrotnie mniej), ale ich zachowanie jest ewolucyjnie przystosowawcze, gdyż mogą dzięki temu więcej inwestować w rodzinę – braci i siostry oraz ich potomstwo. Takie rozwiązanie zagadki sugerowały dwie poszlaki. Pierwsza, że męski homoseksualizm występuje częściej u młodszego z braci, zatem mającego już w kogo inwestować. Po drugie, homoseksualiści są na ogół bardziej empatyczni, skłonni do altruizmu, a więc gotowi pomagać rodzinie.

Hipoteza Wilsona okazała się fałszywym tropem. Badania przeprowadzone wśród homoseksualistów nie wykazały zwiększonej gotowości z ich strony do poświęceń na rzecz krewnych czy też poczucia szczególnej więzi z nimi. Co więcej, niejednokrotnie czuli się oni zepchnięci na margines rodziny czy wręcz odrzuceni.

Odmienne wyjaśnienie zagadki homoseksualizmu zaproponował psycholog ewolucyjny Frank Muscarella z Barry University w USA. Jego zdaniem istotna jest funkcja, jaką pełnią takie zachowania – narodziły się one w toku ewolucji, by wzmacniać więzi pomiędzy przedstawicielami tej samej płci. Tak jak wspomniany rytuał hoka-hoka u samic bonobo. W przypadku ludzi homoseksualizm byłby szczególnie korzystny na przykład dla młodych mężczyzn, którzy w zamian za usługi erotyczne wchodziliby w sojusze ze starszymi i wyżej stojącymi w hierarchii panami. Dzięki temu sami by awansowali, a wyższa pozycja premiowana byłaby szerszym dostępem do kobiet.

Z kilku powodów to wyjaśnienie nie jest również przekonujące. Po pierwsze, nie tłumaczy występowania orientacji homoseksualnej, ale raczej biseksualną. Po drugie, zachowania takie powinny być powszechne we wszystkich ludzkich społecznościach, a tak nie jest. Po trzecie, dlaczego męskie przymierza musiałyby być cementowane przez seks? Zarówno u ludzi jak i szympansów powszechnie występują sojusze osobników tej samej płci bez erotycznego podtekstu. Takie rozwiązanie jest prostsze.

Homoseksualizm miał służyć łagodzeniu agresji pomiędzy samcami – to inny wariant tej teorii. Skłonność do osobników tej samej płci została „wymyślona” przez ewolucję, aby ograniczyć walki i stworzyć spoiwo społeczne, gdyż współpraca dawała znacznie większe korzyści ewolucyjne niż ostra rywalizacja. Zwolennicy tej tezy twierdzą, że dlatego większość mężczyzn ma skłonności biseksualne. Jest to niezwykle kontrowersyjny pogląd nie tyle z powodów obyczajowych, co przede wszystkim braku przekonujących dowodów.

Podobnie jest z hipotezą sformułowaną kilka lat temu między innymi przez Edwarda Millera z University of New Orleans. Różni się ona od przytoczonych teorii tym, że nie uznaje homoseksualizmu jako produktu ewolucji wzmacniającego więzi społeczne czy sprzyjającego powielaniu własnych genów. Zdaniem Millera skłanianie się ku przedstawicielom własnej płci jest produktem ubocznym innego procesu – doboru seksualnego. Jako przykład działania tego mechanizmu można podać wspaniały ogon pawia. Powstał on, gdyż samice wybierały osobniki z najbardziej okazałymi ogonami. Postępowały tak, bo piękny ogon świadczył o zdrowiu i sile potencjalnego partnera.

Na podobnej zasadzie kobiety wybierają na stałych partnerów mężczyzn cechujących się empatią, wrażliwością i łagodnością (stąd też nazwano propozycję Millera teorią „Miłego faceta”). Nieświadomie preferują więc geny sprzyjające zachowaniom bardziej opiekuńczym, a więc kobiecym. Jeżeli u danego osobnika zdarzy się kumulacja tego typu genów, wówczas może on zostać za bardzo sfeminizowany. W ten sposób pojawia się homoseksualizm, a jeśli nawet dopatrywać się takich skłonności w genach, to nie są one rugowane z populacji, gdyż preferują je kobiety. Istnieją zresztą badania wskazujące, że panie wybierają na stałych partnerów mężczyzn o bardziej łagodnych, kobiecych rysach twarzy.

Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że koncepcja Millera podąża dobrym tropem. Jednak w ogóle nie wyjaśnia fenomenu lesbijek. Poza tym zakłada istnienie genów, które przy pewnym spiętrzeniu u danego osobnika prowadzą do pojawienia się orientacji homoseksualnej. Tymczasem poszukiwania „genu homoseksualizmu” nie przyniosły do tej pory rozstrzygających rezultatów, co może wskazywać, że nie jest on silnie zdeterminowany genetycznie. Fakt ten czyni to zjawisko jeszcze bardziej zagadkowym.

Nie oznacza to, iż homoseksualizm nie ma biologicznego podłoża (choćby ze względu na istnienie tego zjawiska u zwierząt). Jeden z ostatnich numerów czasopisma naukowego „Endocrinology” zamieścił wyniki badań grupy uczonych z Oregon Health & Science University School of Medicine. Wykazali oni, że pewne struktury mózgu różnią się u baranów homo- i heteroseksualnych, przy czym u tych pierwszych pod względem budowy przypominają żeńskie. Chodzi o sposób upakowania komórek nerwowych w części mózgu noszącej nazwę podwzgórza, co z kolei wpływa na gospodarkę hormonalną.

Teraz naukowcy z Oregon chcą sprawdzić, co powoduje pojawienie się owych różnic anatomicznych u baranów hetero- i homoseksualnych i czy nie dochodzi do tego w okresie rozwoju płodowego. Wyniki te uwiarygodniają wcześniej uzyskane dane, które wykazały podobne różnice w budowie mózgów pomiędzy homo- i heteroseksualnymi mężczyznami.

– Homoseksualizm na pewno ma wiele obliczy i tyleż przyczyn. Gdyby bowiem istniała tylko jedna, już dawno by ją odkryto – mówi Pawłowski. Według niego ważnym czynnikiem są hormony działające w okresie płodowym, gdy kształtuje się ośrodek orientacji seksualnej w mózgu. Naukowcy wskazują w tym wypadku na kluczowe tygodnie (pierwsze osiem) życia zarodkowego. Na przykład pod wpływem zwiększonych dawek żeńskich hormonów męskie płody mogą później stać się homoseksualne. I na odwrót, męskie hormony mogą prowadzić do pojawienia się skłonności lesbijskich u kobiet. Wykazały to między innymi badania kobiet, które będąc w ciąży przyjmowały hormony płciowe. Wywarło to wyraźny wpływ na orientację seksualną ich dzieci.

Gospodarkę hormonalną u kobiet w ciąży może zaburzyć również silny stres. – Zapewne stało się tak w Holandii pod koniec drugiej wojny światowej, gdy panował tam głód. Wydaje się, że z tego powodu urodziło się wtedy około dwa razy więcej osób o orientacji homoseksualnej niż w innych okresach. A tak na marginesie – może właśnie dlatego Holandia jest najbardziej liberalna wobec homoseksualistów? – mówi Pawłowski.

Jego zdaniem za homoseksualizm w wielu wypadkach odpowiada czynnik genetyczny, choć nie ma jednego takiego genu. U kobiet cecha ta może być skutkiem między innymi mutacji powodującej wrodzony przerost nadnerczy. Prowadzi ona do zaburzeń gospodarki hormonalnej i zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia homoseksualizmu. Być może ostateczne wyjaśnienie biologicznego podłoża przybliży rozwiązanie ewolucyjnego sensu jego występowania. – Na razie dla nas, ewolucjonistów, jest to rzeczywiście problem ciężkostrawny. Nie mamy bowiem jednego, przekonującego wyjaśnienia tego zjawiska – przyznaje Pawłowski.

Czytelnikom zainteresowanym próbami wyjaśnienia genezy homoseksualizmu z punktu widzenia psychologii ewolucyjnej polecam wydaną ostatnio przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne książkę amerykańskiego naukowca Davida M. Bussa „Ewolucja pożądania. Jak ludzie dobierają się w pary? „.

Artykuł pochodzi z archiwum internetowego www.polityka.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *