Malarstwo, które lubię

Malarstwo, to dziedzina, która zawsze mnie pociągała. Wiele osób bardzo się zdziwi czytając te słowa. Jak obrazy mogą pociągać kogoś, kto ich nie widzi? A może w tym właśnie tkwi cała tajemnica? Jest to coś dla mnie niedostępnego, przez to ciekawego i godnego uwagi. Choć każdy dostrzega w danym dziele artystycznym inne szczegóły, inaczej odbiera jego nastrój i inaczej ocenia, to jednak z grubsza rzecz biorąc, patrzący widzą obraz takim, jakim jest. Dla mnie natomiast, dzięki wyobraźni i wiedzy, którą zdobywam, obrazy się zmieniają. Bywa tak, że pierwsze wyobrażenie jest zupełnie różne od tego, jakie mam po pewnym czasie, w którym dowiaduje się coraz więcej o twórcy i owym dziele.

Gdyby prawdą było, że obrazy są tylko po to, by na nie patrzeć, po co w ogóle w albumach pokazujących malarstwo pojawiać miałby się tekst? Po co powstają pisemne recenzje obrazów, grube biografie artystów i drukowane omówienia form i środków wyrazu, stosowanych przez danego malarza?

Ja akurat bardzo się cieszę, że człowiekowi nie wystarcza patrzenie. Odczuwa on bowiem jeszcze potrzebę zakomunikowania światu, co na obrazie zobaczył, jak go rozumie, co sądzi o jego wartości itd. I choć opinie mogą być rozbieżne, to jednak występuje w nich na ogół wspólny mianownik, który staje się trzonem obrazu, powstającego w mojej wyobraźni i dla mnie właśnie jest „Krzykiem” czy „Śniadaniem na trawie”.

Ten dział będzie stanowił dla mnie wreszcie jedno miejsce, w którym mogę kolekcjonować cenne dla siebie informacje – składniki moich farb i moich płucien.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *