Jak było w Oslo

Ciągle nie napisałam jeszcze relacji z tego, jak było w Oslo, a byliśmy tam przecież już w listopadzie, na długi weekend.
My, to znaczy ja oczywiście 😛 i dwaj moi wolontariusze Canberk i Brice oraz Radek i jego wolontariuszka Tania.
Wylot o szóstej rano był dosyć hardcorowy, ale daliśmy radę. Podczas gdy u nas było ok. +13 stopni, tam padał śnieg i temperatura wynosiła -7 C. Dla chłopaków głównie był to mały szok termiczny i marzli okrutnie, ale że czasu mieliśmy mało, bo właściwie dwa pełne dni, dzielnie zwiedzaliśmy Oslo.

Byliśmy pod królewskim pałacem, nad jakąś dużą wodą, chodziliśmy po dachu nowo otwartej opery, zwiedziliśmy park, w którym rozstawionych było kilkaset nagich figur, zrobiliśmy sobie zdjęcie pod sławną skocznią narciarską, bo akurat była w remoncie.
Chłopcy ciągle walczyli na śnieżki, wchodziliśmy do sklepów, by się niektórzy rozgrzali, byliśmy na prawdziwym tureckim kebabie.

Norwegia jest okrutnie droga. Pensja średnia to na nasze ok. 30 tys., zestaw w MC Donaldsie kosztuje ok. 50 zł., kebab 40, kartka pocztowa 7 zł., bilet dobowy prawie 90 zł. Za bilet z lotniska do miasta zapłaciliśmy 150 zł. to więcej, niż za same bilety lotnicze.
Całe szczęście, że mam tam rodzinę i ciocia Marzena zgodziła się nas przenocować, przy okazji oczywiście nas nakarmiła i napoiła. A na dodatek odzyskaliśmy wszystkie pieniądze inwestując w kilka flaszek wódki i kartonów Malboro, (w polskim sklepie wolnocłowym na gdańskim lotnisku), które dzięki znajomościom rodzinnym udało nam się odsprzedać za poczwórną cenę 🙂

Wróciliśmy z mnóstwem zdjęć, bardzo zadowoleni i mimo wszystko wypoczęci. Bardzo się cieszę, że poznałam Oslo, bardzo bogate, wygodne i dobrze oraz spokojnie urządzone miasto, gdzie każdy jest bezpieczny, bo prawo jest ostre i można spokojnie wyjść nocą na ulicę.
Tylko Norwegowie wydają mi się trochę niemrawi 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *