Skoczyłam na bungee

22 sierpnia 2020 to dla mnie ważna data. W końcu zrealizowałam kolejny cel i skoczyłam na bungee!!! 80-metrów – dźwig, dookoła mnóstwo ludzi, bo bungee postawiono z okazji Dominikańskiego Jarmarku w Gdańsku, nad samą Motławą. Cała „przyjemność” kosztowała mnie 120 złotych, ale warto było je dać, by zyskać tak inne i niepowtarzalne doświadczenie. Nie potrafię go jednak nazwać miłym. Należę raczej do odważnych osób, a więc prawie do momentu skoku nie odczuwałam szczególnego lęku. Zafundowano mi dodatkową dawkę adrenaliny zwołując całe gremium, w tym dyrektora czy szefa całej imprezy, by ustalić czy na pewno mogę skoczyć, choć brak wzroku akurat nie jest żadnym przeciwwskazaniem. Pani jednakże, która przyjmowała zapisy stwierdziła, że może akurat nie wiem czy na coś choruję, może mam sztuczne stawy, albo jeszcze co innego. Cały czas mówiła o mnie do Magdy, jakby mnie tam w ogóle nie było, w końcu zapytałam ją czy nie pomyliła jej się niepełnosprawność wzrokowa z intelektualną. Okrutnie mnie zirytowała, prawie zrezygnowałam ze skakania. Niepokój dopadł mnie dopiero, kiedy zaczęto zakładać mi uprząż na kostki. Tym bardziej, że zacisnęli taśmy naprawdę mocno. Kiedy stanęłam w gondoli i zaczęto wciągać mnie do góry, przyczepiony do kostek ciężar mocno mi ciążył fundując mi wrażenie, że za chwilę zjadę na moich śliskich sandałkach w dół i runę jeszcze przed samym skokiem. Wiatr zaczął dąć jakoś inaczej i przestałam słyszeć ludzi, poczułam prawdziwy lęk. Jakim cudem będę w stanie puścić się tych drzwiczek i po prostu runąć głową w dół? Żeby chociaż można się było odbić, wyskoczyć, a nie tak sobie dobrowolnie puścić się rękami uchwytów i spaść. To jak zafundowanie sobie tragedii, jak samobójstwo prawie. Cały mój organizm buntował się przed tym, mózg odmawiał wykonania takiego niedorzecznego rozkazu. Przyznam się, że przez chwilę miałam nieodparte wrażenie, że nie dam rady się przełamać i zwyczajnie nie zmuszę się do rzucenia się w powietrze pode mną. I sama nie wiem co bardziej mnie przestraszyło, że to jednak zrobię czy że jednak tego nie zrobię. Pan poinformował mnie, że odliczy od trzech do jednego i powie bungee wtedy mam się puścić i wysunąć ręce do przodu. Do tej pory nie wiem jakim cudem zmusiłam się by jednak oderwać dłonie od gondoli. Stres był tak duży, że samego momentu odliczania i skoku prawie nie pamiętam. Pamiętam za to moment tuż potem. Ściskający za gardło niczym imadło, wywracający wszystkie wnętrzności, irracjonalny i nie do opanowania strach. Dziki, wręcz zwierzęcy i myśl w całym ciele „i co ja zrobiłam, co teraz”? Było to uczucie bardzo dla mnie nie przyjemne. Poczucie nieodwracalności, braku kontroli, bliskiej katastrofy. Nie myśli się wtedy racjonalnie, nie pamięta o linie, czuje się tylko dziki pęd, nienaturalność sytuacji i okropny strach bliski pewnie szaleństwu. Moment ulgi, kiedy czuje się opór gumy i wydaje się, że już po wszystkim. Za chwilę jednak siła bezwładu podrywa mnie ponownie do góry, obraca w pionie, po to by za chwile znowu rzucić mnie głową w dół napinając wszystkie mięśnie, co wszystko razem stanowi bardzo nieprzyjemną niespodziankę. Muszę pilnować nóg, napinam mięśnie, by nie znalazły się jakimś cudem koło mojej twarzy i czekam z ogromną niecierpliwością i prawie modlitwą na koniec, bo ta chwila kiedy czeka się już na ustabilizowanie po skoku jest dla mnie naprawdę niemiła i bolesna. Taśma wbija się w kostki, wiszę w końcu głową w dół nad akwenem wodnym. Panowie z obsługi pomagają mi usiąść na krześle, zdejmują uprząż… i dobrze, bo ja sama nie byłabym w stanie nic zrobić. Jestem w jakiegoś rodzaju szoku, ręce trzęsą mi się tak, że nie utrzymałabym kubka z herbatą, cała czuję się rozdygotana. Ludzie, którzy skakali przede mną krzyczeli, nie wszyscy, ale Magda na przykład i owszem i to bardzo głośno, pełną piersią. Ja nie potrafię sobie wyobrazić, jak oni mogli wydobyć z siebie głos. Mówi się, że tylko ludzie odważni zdecydują się na skakanie z bungee, a może tylko odważni potrafią skoczyć po raz drugi? Nie wiem czy bym umiała, wiem, że nie chcę. Kto wie, może za jakiś czas ambicja każe mi przełamać i ten opór? Ale myślę, że tak naprawdę to już nie jest kwestia odwagi, ale decydowania się na coś, co jednym sprawia przyjemność, a innym nie. Ja zaliczam się do tej drugiej grupy. Cieszę się, że mam za sobą to doświadczenie, ale skakać ponownie nie chcę, bo odczucia jakie mi towarzyszyły uznaję za nieprzyjemne. Magdzie na przykład i Radkowi, skok się podobał, dało im to radość i poczucie wolności, a mi wręcz przeciwnie, stres, strach i poczucie zniewolenia. Może jednak to kwestia cech charakteru i podejścia do życia?

Jedna myśl nt. „Skoczyłam na bungee

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *