Wieści z obozu

Minęło już ponad pół obozu i z przykrością donoszę, iż wcale mi się tu nie podoba.

Miejscem naszego pobytu są najczęściej campingowe domki – Drewniane, ciasne, mam ciągle wrażenie, że niezbyt czyste, np. maciupeńka łazieneczka i toaleta, która nie przymierzając cuchnie jak miejski szalet…

Mamy 3 koniki płci żeńskiej – Erę, Camelot, Darenę – ja jeżdżę na Erze. Bardzo spokojny koń wykorzystywany do hipoterapii, nie ma potrzeby nim kierować dostosowuje się do innych koni. Ale robimy też ćwiczenia indywidualne, tak więc i ja mam okazję nim porządzić. 🙂

Pogoda totalnie beznadziejna, ani jednego dnia bez deszczu.

Wszystkie wieczory spędzone przy piwie i winie, żeby chociaż jeszcze ktoś chciał w cokolwiek grać… Proponowałam kilka razy, ale totalny brak odzewu. Marazm i nudy.

Na szczęście my z Olgą trafiłyśmy na najfajniejszy domek – chodzi mi o towarzystwo. Spotkałam np. znajomego jeszcze z czasów studenckich – Michała C – oraz dwie znajome z mojej szkoły – Patrycję S i Alicję J.

Generalnie nie potrafię się jednak tutaj odnaleźć. Dzisiaj jest chyba pierwszy dzień, w którym postanowiłam walczyć z chęcią izolacji. Do tej pory po prostu się wyłączałam.
Ciekawe czy się zestarzałam czy podniosłam poprzeczkę…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *