„Szósty zmysł”

Szósty zmysł The Sixth Sense (1999)

produkcja: USA
gatunek: Thriller
data premiery: 2000-01-14 (Polska), 1999-08-02 (Świat)
reżyseria: M. Night Shyamalan
scenariusz: M. Night Shyamalan
zdjęcia: Tak Fujimoto
muzyka: James Newton Howard
od lat: 15
czas trwania: 107
dyst.: Syrena EG

I

Do domu mieszkającego w Filadelfii psychiatry, dr. Malcolma Crowe (Bruce Willis) i jego żony Anny (Olivia Williams) włamuje się niezrównoważony psychicznie pacjent Vincent Gray (Donnie Wahlberg), który oskarża doktora o to, że nie potrafił udzielić mu pomocy. Strzela do niego, po czym odbiera sobie życie…
Malcolm powoli dochodzi do siebie po zamachu na jego życie. Jego uwagę zwraca przypadek Cole’a Seara (Haley Joel Osment), ośmioletniego syna samotnie wychowywanego przez matkę, Lynn (Toni Collette). Cole jest niezwykle jak na swój wiek rozwinięty, ma obsesję na punkcie żołnierzyków i cierpi z powodu rozwodu rodziców.
Ku swemu zdumieniu Malcolm odkrywa, że chłopiec posiadł tzw. „szósty zmysł”, potrafi wyobrazić sobie, co zdarzyło się w danym miejscu przed wielu laty, a także widzi i słyszy umarłych.

II

” Szósty zmysł „to thriller, który nie tylko straszy, ale także wzrusza. Zasługą tego jest niesamowity nastrój filmu oraz konsekwentne budowanie napięcia. Reżyser doskonale zachował równowagę między dosłownością a tym, co pozostaje jedynie w sferze naszej wyobraźni. Przedstawia nam dwa odrębne światy: ludzi żywych i umarłych. Rzeczywistość przeplata się tutaj z wizjami bohatera, który nie potrafi odnaleźć się w żadnym z obu światów. Etatowy aktor szybkich i zabawnych filmów akcji – Bruce Willis wciela się ponownie po ” Barwach nocy „w rolę psychiatry. Tym razem jest lekarzem dziecięcym, który usiłuje pomoc chłopczykowi. Przypadek ten jest dla niego szczególnie interesujący, a to za sprawą postrzelenia go przez byłego pacjenta zdradzającego objawy podobnej choroby psychicznej. Wystraszony, zamknięty w sobie chłopiec wyjawia przed nim swoją tajemnicę – widzi duchy zmarłych ludzi. Dzięki nowemu psychiatrze uczy porozumiewania się ze zmarłymi, którzy zwracają się do niego o pomoc. Chłopiec zostaje łącznikiem między światem realnym i tym dla nas niewidzialnym. Pomaga im dopełnić niedokończone, ziemskie sprawy, aby spełnione mogły spokojnie odejść.

III

Siła tego filmu tkwi w tym, że każdy może go odczytać na swój własny sposób, każdy dostrzeże w nim coś innego, coś „własnego”. Jest to więc horror o dziecku , które żyje na granicy dwóch światów – żywych i umarłych. Mało doświadczony reżyser M. Night Shyamalan zrobił film, który naprawdę przeraża, a to dziś rzadkie. Rozwój techniki komputerowej sprawił bowiem, że reżyserzy czują się zadowoleni z obowiązku budowania napięcia, uważając, że efekty specjalne załatwią wszystko. A tak nie jest. Zamiast straszyć, filmy grozy zaczynają nużyć piętrzeniem komputerowych atrakcji (przykładem choćby „Nawiedzony” Jana DeBonta). Shyamalan postawił zaś na niesamowity nastrój opowieści. Nie stroniąc od dosłowności, nie zrezygnował jednocześnie ze straszenia poprzez grę naszej wyobraźni, pobudzonej przez perfekcyjnie zgrany obraz i dźwięk. „Szósty zmysł” to także film psychologiczno – metafizyczny. To opowieść o tym, jak trudno jest pogodzić się ze śmiercią kogoś kochanego, ale także opowieść o tym, jak ciężko jest umarłym odejść ze świata żywych, jak trudno pozostawić bliskich, widząc ich rozpacz. Shyamalanowi udało się ten niełatwy temat pokazać bez typowo hollywoodzkiego sentymentalizmu i patosu. Film nas porusza dzięki swojej prostocie, całkowitemu brakowi pretensjonalności. O ważnych sprawach niekoniecznie trzeba mówić w sposób podniosły. Jest „Szósty zmysł” także aktorskim popisem. 10 – letni Halley Joel Osment ma zadatki na wielkiego aktora. Niespodziankę sprawił Bruce Willis. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że właśnie w tym filmie stworzył jedną z najlepszych, a może i nawet najlepszą kreację w swojej karierze: wywarzoną, dojrzałą. Udowodnił, że jest dobrym aktorem. Wystarczyło tylko, by odrzucił gwiazdorską manierę i przez jeden film nie próbował uratować świata.

A ja od siebie dodam, że jest to jedyny film, który obejrzałam więcej niż raz. Już trzy razy i obejrzę więcej. Odpowiednikiem tak zaszczytnego miejsca w odniesieniu do książek, jest u mnie „Mały książę”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *