„Pejcz Erosa”

Polityka – nr 24 (2405) z dnia 14-06-2003; s. 80
Społeczeństwo
Seksoholicy
Pejcz Erosa
Czy Casanova był szczęśliwy? Zważywszy na rozległość jego erotycznych podbojów należał zapewne do najbardziej nieszczęsnych ludzi swoich czasów. Był seksoholikiem. Dziś pewnie miałby szansę trafić do grupy Anonimowych Erotomanów.
Barbara Pietkiewicz
Seksoholizm to nieszczęście. Cierpi na nie 4–6 proc. populacji. Martin Kafka, amerykański terapeuta, za osobę uzależnioną od seksu uznaje tę, która przez sześć miesięcy miewa od siedmiu do ośmiu orgazmów na tydzień.

– Śmiesznie mało – mówi Eliza, seksoholiczka. Lecz jakież to miłe nieszczęście, uśmiechali się jej znajomi, chciałbym być tak uzależniony, mówił ten czy inny. W istocie równie miłe jak narkomania, jak skrajne pijaństwo. Degradujące. Rozwalające życie w drobny mak. – Sama rozpacz, sam ból – mówi Eliza.

Elizę poznałam z ogłoszenia w piśmie „Cats”. Szukała mężczyzny do seksu, bez zobowiązań. Sponsoring – wykluczony. Odpowie na każdą ofertę nagraną do komórki. Zgadza się na rozmowę, ale tylko przez telefon. Nie pokaże twarzy, zmieni imię, zmieni zawód. No, powiedzmy, zawód można podać. Jest prawniczką, pracuje w poważnej firmie i kocha swoją pracę.

Zawsze chciała seksu, od kiedy pamięta. Onanizowała się przez całe liceum. Nie mogła chadzać wtedy do łóżka z chłopakami. Pochodzi z małego miasteczka i tam by ją za to zjedli.

Cierpiała już wtedy na bezsenność, jak większość seksoholików. Robiła to, żeby szybciej zasnąć. Działało jak pigułka nasenna. Przed trudnymi klasówkami wychodziła ukradkiem do ubikacji; masturbacja przynosiła ulgę, mniej się bała. Ale po każdym takim doświadczeniu zwalał się na nią „wstyd jak ciemna góra”. W nocy wracała do nałogu, rankiem budziła się z poczuciem paniki i przerażenia, że jest szmatą, zupełnym zerem. Nie wiedziała, że jest chora. Teraz już wie, ale wstyd został.

Przeżywa go większość erotomanów. Agresorzy seksualni, pedofile, gwałciciele nie odczuwają zwykle wstydu. Obwiniają ofiary za to, co się stało: ta mała biegała prawie nago po podwórku, mówią. Wstydzą się ich ofiary.

Eliza na studiach poczuła się nareszcie wolna. Miała tysiąc łóżek dla siebie. Byle gdzie, byle z kim. Niewybredność seksualna, jak to nazywają terapeuci. Nie była w stanie powstrzymać się od seksu. Nikt nie miał pojęcia o jej nałogu. Erotomani, jak się potocznie myśli, to mężczyźni. Lubomira Szawdyn, jedna z nielicznych w Polsce terapeutek zajmujących się leczeniem seksoholików, twierdzi, że kobiety zaczynają wśród tych nałogowców przeważać.

Eliza jest u kresu sił, nie radzi sobie z pobudzeniem, czuje je przez całą dobę. Nosi specjalne nakładki na wiecznie naprężonych piersiach i tam, na dole.

Skończyła studia. Wielu seksoholików musi przerwać naukę, nie są w stanie skupić na niczym uwagi; obsesyjnie myślą wyłącznie o kopulacji. Eliza dostała pracę, udaje się jej utrzymać posadę, choć z dużym trudem. Musi starannie ukrywać, że elegancka, spokojna pani radca najchętniej zostałaby krążownicą: krążyłaby po ulicach, szukając nieznajomych do łóżka.

– Kiedy się widzi na ulicy na przykład obejmującą się parę – mówi Adam należący do warszawskiej grupy Anonimowych Erotomanów – czuje się pragnienie, które można porównać tylko z fizycznym, skręcającym wnętrzności głodem.

Eliza miewa krótkie związki, zwykle kilka jednocześnie, lecz i to nie powstrzymuje jej przed jednorazówkami: zaliczyć i następny. Ostatnio często myślała o samobójstwie.

Krążownicy

Myśli samobójcze ma także Stefan, który bez powodzenia usiłował leczyć się z nałogu i uczestniczyć w spotkaniach Anonimowych Erotomanów. Patrick Carnes, amerykański terapeuta, znawca przedmiotu, autor książki „Od nałogu do miłości” (Wyd. Media Rodzina), podaje, że 72 proc. badanych przez niego seksoholików miało obsesyjne myśli o samobójstwie, a 17 proc. dokonywało takich prób. Odnotowuje się je także w Polsce. Połowę pacjentów szpitali psychiatrycznych z rozpoznaniem erotomanii przyjęto w stanie głębokiej depresji, braku chęci do życia i po próbach samobójczych.

Stefan studiuje ogłoszenia w rubrykach towarzyskich, oferty biur matrymonialnych, usiłując upolować coś dla siebie. Jest krążownikiem. W pracy stara się nie układać planów codziennego krążenia, ale zwykle bezskutecznie. Obmyśla scenariusze, gdzie zajrzy po pracy dzisiejszego wieczora, do jakich pubów, dyskotek, kawiarni, na jakie ulice. A w weekendy – na jaki festyn, plażę (może do nudystów?), może na wieczór dla samotnych serc?

Chodzi niezmordowanie, zdychając z braku seksu, w upatrzone punkty, o których rano myślał obsesyjnie godzinami, odrywając się od tych myśli tylko wówczas, gdy do firmy zajrzał klient. Albo puszcza się na żywioł, zachodząc gdzie się da i wietrząc zwierzynę. Jeśli nie znajdzie – wszystko jedno jakiej: młodej, starszej, ładnej, brzydkiej, byle mogła kopulować – zatrudnia prostytutkę.

Obsesja seksualna wielu uzależnionych skupia się na płatnym seksie, także telefonicznym. Są to nałogowi słuchacze seksolinii, telefonicznych party itp. Chmara ich potraciła już na to oszczędności, niektórzy wyprzedali się do dna. Nie tylko alkoholicy, narkomani i hazardziści wynoszą z domu ostatnie przedmioty nadające się do sprzedania. Oni także.

Stefan jest żonaty i ma dzieci. Pożycie było początkowo udane, lecz kiedy żona odkryła jego nałóg, który nie zniknął po ich ślubie, odmówiła współżycia; boi się, że mąż przywlecze „jakiegoś aidsa”. Nie chce być dodatkiem domowym do jego polowania. Poinformowała o wszystkim dzieci, niech nie wycierają rąk ręcznikiem, z którego on korzysta. Niech mają oddzielne szklanki. Córki czują odrazę, żona przemyśliwa o separacji.

Prosto z mózgu

Regina kopuluje we własnym mózgu, z trudem wyrywając się do rzeczywistości, w której trzeba na przykład kupić bułki w sklepie albo pójść na pocztę. Nie pracuje zawodowo, choć jakiś zawód ma. Rodzice za granicą, dawno ze sobą rozwiedzeni, przysyłają jej pieniądze na skromne utrzymanie, jako zadośćuczynienie za to, że ją jeszcze w jej szkolnych czasach opuścili.

Całymi dniami i nocami może bez trosk materialnych marzyć o seksie. Buduje skomplikowane konstrukcje, całe wielkie fabuły, całe seriale ze sobą w roli głównej. Nim dojdzie do kopulacji, akcja ciągnie się dostatecznie długo, aby się wzmagało erotyczne napięcie. Regina czuje się jak w transie, jak zahipnotyzowana. Akcje są skomplikowane, roi się w nich od przeciwności losu, które wieńczy w końcu seks, też długi i skomplikowany. Lecz osią tych konstrukcji jest zawsze jedna, uporczywie powracająca sytuacja; Regina nie wie, dlaczego właśnie ta, a nie jakaś inna powtarza się jak uporczywy refren.

Wielokrotnie chciała wyrwać się z opętania. Próbowała związać się z kimś naprawdę, bezskutecznie. Jak większość seksoholików, Regina panicznie boi się bliskości i więzi, choć za tym, jak większość, przeraźliwie tęskni. Wyobraźnia jest bezpieczną tamą przed bliskością. Regina woli ją od normalnych kontaktów, które – jak sądzi – są dla niej niemożliwe, każdy przecież pozna w końcu jej sposób na życie i odrzuci ją ze wzgardą. Regina głęboko wstydzi się tego, co robi. Uważa się za ohydną, brudną i złą, boi się obłędu.

Jest z grupy seksoholików szkodliwych głównie dla siebie i swych rodzin. Bywa, że swój nałóg przypłacają życiem. Znam z akt sądowych przypadek młodego człowieka, który aby osiągnąć większy orgazm, zmniejszał dopływ tlenu do mózgu, zakładając na twarz w czasie masturbacji torebkę nylonową. Niektórzy w tym celu zaciskają sobie na szyi pasek albo sznur. Chłopak udusił się pod torebką. Matka otrzymała znośniejszą wersję – że popełnił samobójstwo, ojcu powiedziano prawdę.

Casanova ucieka

Niektórzy seksoholicy seks trzymają na odległość. To uwodziciele na niby. Krążą koło osoby, którą sobie realnie upatrzyli, tracą czas, pieniądze, nerwy. Proszą, błagają, śledzą, kupują kwiaty, prezenty, wysilają się, przymilają. A kiedy osoba adorowana zakocha się i ma już ochotę na łóżko, robią unik. Czasami uciec nie wypada i muszą wchodzić w seks, lecz robią to niechętnie, często są rozczarowani, odczuwają kaca i popadają w depresję.

Są i tacy, którzy potrafią wchodzić w intensywne erotyczne związki – sprawni, szybcy, pomysłowi. Mają w małym palcu technikę rozpoczynania takich układów. Typ Casanova, świetny kochanek, spala się w seksie. Kobiety płoną razem z nim. Lecz niech no tylko zakwitnie w którejś coś głębszego – uczucie, przywiązanie, wtedy Casanova w panice ucieka do innego związku i wszystko zaczyna się od początku do zawsze takiego samego końca: uciekać, uciekać, uciekać.

– Poraniłem mnóstwo kobiet – mówi Adam z warszawskiej grupy Anonimowych Erotomanów. – Zostawiłem po drodze tragedie, załamania, aborcje. Zapraszałem często kobiety do baru na piwo. Wiadomo, że po alkoholu są łatwiejsze. Wypijałem je jak to piwo i już mnie dalej nie interesowały. Uciekałem przed bliskością. Wydawało mi się, że zostanę zdominowany, przywłaszczony, pożarty przez jakąś modliszkę.

Idealnym wynalazkiem dla seksoholików więziofobicznych jest Internet. Jak pisze Patrick Carnes, 6 proc. użytkowników sieci jest uzależniona od cyberseksu, a 1 proc. przejawia uzależnienia niezwykle silne, kompulsywne. 40 proc. z nich to kobiety.

Nic bowiem tak dobrze nie zabezpiecza przed bliskością i więzią jak szkło komputera. Można tu bez oglądania się na kwiatki i wzdychania (niezbędne do osiągnięcia celu w realu) wdać się z miejsca w szczegóły techniczne wirtualnej kopulacji. Obie czatujące strony roztrząsają je drobiazgowo, prowadząc niezależne od konwersowanych działania autoerotyczne.

Seksoholicy są perfekcjonistami; doskonalą techniki seksualne, wciąż pragną idealnego orgazmu, każdy doznawany jest zawsze nie ten. Gonią za nim, jak inni za idealną miłością – równie nieuchwytną.

Linia wysokiego napięcia

– Większość moich pacjentów – mówi Lubomira Szawdyn – przeżyła w dzieciństwie przemoc i wykorzystanie seksualne. Badania na całym świecie potwierdzają, że seksoholizm, obok determinant biologicznych (wielu erotomanów miało uzależnionych, często od innego nałogu, rodziców), jest związany z przeżyciem w dzieciństwie silnego lęku. Z biciem, znęcaniem się, opuszczeniem, wykorzystaniem seksualnym, z wszelką traumą, która wspierała neurologiczną podatność na nałogi.

„W mózgu każdego dziecka, które rosnąc doświadcza silnego lęku, powstaje zmiana w warstwach biologicznych – mówi Carnes. – Neurochemiczne warunki w jego mózgu ulegają trwałej zmianie. Dzieci takie zaczynają szukać sposobów radzenia sobie z lękiem. Już jako dorośli robią wtedy to, wciąż na nowo odtwarzając, co im robiono w dzieciństwie. Są uzależnione od traumy”.

Lęk z dzieciństwa nakłada się na seks, a seks na lęk, jeśli wcześniej rozbudzone wzorce podniecania łączyły się właśnie z lękiem, osamotnieniem, łatwością zranienia i głodem miłości. Wielu erotomanów ma wielkie trudności, aby oddzielić lęk od erotyki i doznaje na przykład przyjemności seksualnej tylko wtedy, gdy jest ona połączona z bólem.

Erotomania ciągnie się za człowiekiem jak zły posag. Według Carnesa aż 78 proc. ludzi z tym uzależnieniem pochodzi z rodzin rygorystycznych, nastawionych perfekcyjnie do każdego zadania i uznających seks za coś w rodzaju linii wysokiego napięcia, od której trzeba się trzymać z daleka, jak to określił jeden z amerykańskich seksoholików. Aż 81 proc. uzależnionych było w różny sposób wykorzystywanych seksualnie, niekoniecznie w bezpośrednim kontakcie. Mogło to być na przykład przymuszanie do obnażania i bicie po gołej pupie lub przymuszanie do oglądania stosunków seksualnych dorosłych, pornografii.

Najmłodszą pacjentką Lubomiry Szawdyn jest 14-letnia dziewczynka. Obsługuje już panów w agencji (gdzie nikt nie pyta o jej wiek) i wszystkich sąsiadów z klatki schodowej. Utrzymuje rodzinę, która też o nic nie pyta. Jest rozbudzona i chętna do seksu od zawsze. Mówi, że taka się urodziła. Dziecko nie rodzi się jednak z gotową erotomanią, ktoś musiał tu rzucić złe ziarno w sprzyjającą glebę.

Samopatrzenie

Adam z grupy Anonimowych Erotomanów był w dzieciństwie ofiarą kazirodztwa. Wyleczył się z kompulsywnego seksu. Nie krąży, nie onanizuje się, nie niszczy własnego życia i życia kobiet od dawna. – Nie rozumiem, jak mogłem zmarnować tyle lat, jak mogłem robić to, co robiłem – mówi. Wrócił do żony i dzieci, odbudował z nimi relacje. Wyszedł z niewyobrażalnego chaosu, odzyskał spokój i pogodę serca.

Leczy się także Eliza, jest na początku drogi.

Wyzdrowienie z seksoholizmu jest – mówią uniezależnieni – trudniejsze od wyjścia z alkoholizmu i narkomanii. Te używki są na zewnątrz, trzeba je wziąć, postarać się o nie, kupić. Seks-narkotyk jest w człowieku, zawsze gotowy do użycia, wpisany w mózg, w krew, w ciało. Trzeba go w męce od siebie odpreparować.

Eliza usiłowała ratować się sama. Wpadała w seksualną anoreksję – żadnej myśli o seksie, tama, zamek, klucz. Tak postępuje wielu z nich. Po kilku tygodniach fizycznej męki – duszności, kołatania serca, suchości skóry, bólów mięśni i stawów, dreszczy i niewyobrażalnego głodu psychicznego – wahadło odchylało się w przeciwną stronę i Eliza rzucała się znów na seks; zapamiętale, żarłocznie, kurczowo, jak człowiek tonący. Seks był znów znieczuleniem – na ból, lęk i strach.

Nie była wykorzystywana seksualnie w dzieciństwie. Jej matka ciągle nakrywała jej pięknego ojca z kolejnymi panienkami we własnym domu, nie tając jego wyczynów przed córką. Samo patrzenie. Tylko tyle.

Eliza poszła się leczyć, bo bała się, że zwariuje. Niektórzy chcą zdrowieć dla dzieci, które zwykle tracą, albo dla żony, zwykle opuszczonej albo trwającej przy nałogowcu w toksycznym, raniącym związku. Szuka także terapeuty Stefan. Postanowił: zdrowie albo śmierć. Jego dorosła córka plunęła mu pod nogi, gdy zapytał, czy pozwoli, aby przyszedł na jej ślub. Ona ubikacji na swym ślubie nie potrzebuje – powiedziała ojcu.

Przed nim długa droga. Będzie musiał ustalić w życiu nowe priorytety, nauczyć się nowej, zdumiewającej prawdy, że seksualność nie musi być zawsze wyłącznie genitalna i może, o cudzie, zawierać się choćby w spojrzeniu. Będzie uczył się życia w równowadze i – początkowo – w pustce.

Barbara Pietkiewicz

Czy jesteś erotomanem?

  • Myślisz o seksie, fantazjujesz na temat zbliżeń seksualnych w czasie wolnym
  • Uwodzisz każdego, kogo spotykasz na swojej drodze
  • Seks to dla ciebie miłość
  • Dążysz do tego, aby każda znajomość skończyła się w łóżku
  • Jesteś zdania, że seks daje ci władzę i przewagę nad człowiekiem, z którym go uprawiasz
  • Po stosunku ogarnia cię depresja, zniechęcenie i przekonanie, że jesteś nic nie wart
  • Czy się masturbujesz
  • Czy lubisz oglądać pornografię
  • Każdą osobę widzisz nagą i w intymnych sytuacjach
  • Utrzymujesz kilka związków seksualnych jednocześnie
  • Idziesz do łóżka z nieznajomymi
  • Robisz seksualne propozycje, gesty, wciąż mówisz o seksie

Przy każdym zdaniu określ, w jakim sensie ono cię tyczy: 0 – zdecydowanie nie, 1 – raczej nie, 2 – niekiedy, 3 – raczej tak, 4 – zdecydowanie tak. Jeśli przy którymś ze zdań uzyskałeś 2 lub więcej punktów, oznacza to, że ta sfera wymknęła ci się spod kontroli.
(Ankieta za tygodnikiem „Charaktery”, lipiec 2001)

Grupa Anonimowych Erotomanów udziela informacji i pomocy pod adresem:
Wspólnota Augustyńska Anonimowych Erotomanów, ul. Dominikańska 2, Warszawa, tel. 0-601-58-78-34, e-mail: waae@wp.pl. Można się również zgłosić do Ogólnopolskiej Poradni Specjalistycznej, pl. Trzech Krzyży 16, Warszawa, tel. 621-69-29. Poradnia udziela informacji o możliwościach leczenia się u seksuologów.

Prawa autorskie © S.P. Polityka. Artykuł pochodzi z archiwum internetowego www.polityka.pl

Jedna myśl nt. „„Pejcz Erosa”

  1. Po przeczytaniu tego tekstu muszę stwierdzić ze i ja jestem nałogowym seksocholikiem. Wszystkie objawy się zgadzają oprócz tego że ja nie czuję się źle po seksie. Czuję się spełniony i szczęśliwy. Współrzyję z żonką ze 3 – 4 razy w tygodniu, onanizuję się codziennie a czasem nawet częściej, mam zabawki równego rodzaju i czasem spotykam się z innymi na sex. Nie sądzą że to dla mnie problem – sex to sens mojego życia. Pozdrawiam. Funbeniek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *