Losy kotów na świecie

Poniższy fragment pochodzi z artykułu pt. „Boskie” zwierzę z tajemnicą, który był opublikowany w dodatku specjalnym naj nr 3/99 Psy i koty nasi ulubieńcy.

Przypisywano mu Boską moc i podejrzewano o konszachty z diabłem. Potem przypadła mu rola „wielkiego łowczego” i ozdoby salonów. Ale choć od wieków jest towarzyszem człowieka, nie udało się zgłębić do końca jego natury.

Pierwsze oswojone koty pojawiły się w Egipcie około 3 tys. lat p.n.e. Ludzie, zafascynowani ich zwinnością, siłą i umiejętnością tępienia gryzoni, przypisywali im nadprzyrodzoną moc. Były więc czczone jako domowe bóstwa „miw” – uosobienie mądrości, witalności, radości i płodności.
Chroniło je prawo – za zabicie kota groziła kara śmierci. Gdy zwierzę odchodziło z tego świata, domownicy pogrążali się w żałobie, na znak rozpaczy golili głowy i brwi. Zwłoki zwierzaka balsamowano i w drewnianym sarkofagu umieszczano w świątyni bogini Bastet w Bubastis. Była ona boską opiekunką kotów. Egipcjanie przedstawiali ją jako kotkę lub kobietę z kocią głową.
Anglicy odnaleźli w Bubastis 20 tys. zabalsamowanych kotów. Wysłali je do kraju. A tam – poza nielicznymi, które przekazano do muzeów – kocie mumie trafiły na śmietnik. Najwyraźniej Anglicy nie obawiali się klątwy bogini Bastet.
A przecież właśnie przez koty Egipcjanie stracili miasto Pelusjum. Oblegający je Persowie umieścili wizerunki kotów na swoich tarczach. Obrońcy złożyli broń, bo jak tu strzelać do bóstwa?

Arabowie, Hindusi i Chińczycy darzyli koty wielkim szacunkiem.
Mahometa nazywano nawet ojcem kotów. Według legendy to właśnie on obdarzył te zwierzęta umiejętnością spadania na cztery łapy, gdy trzy razy położył dłoń na grzbiecie swojej ulubienicy Muezzi. Kiedyś kazał służącemu odciąć kawałek swojej szaty, by nie obudzić śpiącej w jej fałdach kotki.

Chińskie wierzenia nie wyszły kotom na dobre. W tym kraju uważano że medykamenty sporządzane z różnych części kociego ciała wyleczą każdą chorobę. W efekcie tysiące kotów poległo w służbie chińskiej medycyny.

Święta Inkwizycja kontra koty

Ciężkie czasy przyszły dla czworonogów w średniowieczu. Kościół chrześcijański, walcząc z pogańskimi wierzeniami, chciał wytępić również koty, a już zwłaszcza czarne. Bo czerń to kolor tajemnicy, magii i diabła. Koty okrzyknięto więc wysłannikami szatana i pomocnikami czarownic. Ponoć wiedźmy nie rozstawały się z tymi stworzeniami, które miały pomagać im w odprawianiu czarów, a w razie potrzeby umiały zmieniać wygląd i przybrać inną postać. Biedne zwierzęta sądzono na procesach, torturowano, zrzucano z kościelnych wież i palono na stosie. A wszystko zgodnie z dekretem papieża Innocentego VIII.

Kota od zagłady uratowała… mysz

Na tle ówczesnej Europy pozytywnie wypadała Polska. U nas nie stosowano takich praktyk. Przeciwnie, koty zajęły miejsce oswojonych łasiczek. Stały się domowymi ulubieńcami i były (tak jak psy) chronione obyczajem. Kto je zabił, okrywał się hańbą – uśmiercanie zwierząt było zajęciem wyłącznie dla hycla.
Choć brzmi to jak żart, koty od całkowitej zagłady uchroniła nawiedzająca średniowieczną Europę plaga myszy i szczurów. Szybko zapomniano o „diabelskim” pochodzeniu kotów i zagoniono je do roboty. A Kościół zabronił ich zabijania pod groźbą klątwy. Nawet w klasztorach o surowej regule, gdzie nie miały wstępu zwierzęta płci żeńskiej, dla kotek zrobiono wyjątek.

Wygnaniec trafia na salony

Minęło średniowiecze, nastał czas rozwoju nauk. Ludzkość powoli uwalniała się od zabobonów. Jednak w wielu krajach Mruczek nadal był uosobieniem zła. Posądzano go o wysysanie życia ze śpiących niemowląt, zjadanie trupów, rozszarpywanie gardeł śpiących właścicieli. Ludzie opowiadali sobie te bajki jeszcze do niedawna
Na pełną rehabilitację koty musiały poczekać aż do XVIII w. Te piękne, sympatyczne zwierzęta stały się ozdobą salonów i pupilami arystokratów.
W XIX w. zaczęto organizować pierwsze wystawy kocich piękności. Dziś na świecie zarejestrowano kilkadziesiąt ras kotów, a ich miłośnicy zrzeszają się w licznych towarzystwach i fan-klubach.
Jednak nadal wiele osób podświadomie boi się kotów. Są przecież miniaturą drapieżnika. Trudno zrozumieć ich niezwykła naturę. A to, co niepojęte, często uznaje się za groźne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *