Dum Deus calculat, mundus fit czyli „Frankenstein część II” – Olga Tomczak

Od tysięcy lat historia jest świadkiem ogromnych przemian cywilizacyjnych. Gdyby zapytać na ile pewne zdobycze techniki przyczyniły się do dobra ludzkości a na ile wręcz przeciwnie, zapewne wyłoniłoby się wiele sprzecznych opinii . Polemiki nad wartościami pozostawię jednak filozofom, sama pozostanę przy stwierdzeniu samego faktu oraz pewnego nieśmiałego wysnucia prognozy na przyszłość.

Można czasem zetknąć się z opinią, w formie żartobliwego zadziwienia, jak to kiedyś można było żyć bez telefonów komórkowych albo internetu (albo pralki z kilkunastoma programami prania)? Nasi pradziadkowie żyli, radzili sobie i wcale się nie nudzili tak jak nam mogłoby się wydawać. Co więcej zapewne oni, tak jak znaczna większość współczesnych nam ludzi, myśleli że żyją u szczytu rozwoju cywilizacji i nie możliwe by udało się komuś wymyślić coś nowego, ułatwić coś jeszcze bardziej (tudzież jeszcze bardziej skomplikować – co czasem ciśnie się na usta czytając instrukcję obsługi napisaną w kilkunastu językach, z których każdy wydaje się być chińskim).

Rozwój nauki jest motorem napędzającym przemiany społeczne. Ciężko jednoznacznie określić, w którym momencie historii pojawiła się przysłowiowa kura lub jajko, z którego następnie wykluwały się kolejne pomysły, doprowadzające świat do obecnego stanu rozwiniętej technologii informacyjnej. Można założyć, że była to pierwsza wydrukowana, za pomocą ruchomej czcionki, Biblia, dająca nadzieję na upowszechnienie medium jakim jest pismo. Można założyć, że pierwszy krok postawiony został dużo później – w XVIII-wiecznej Anglii, gdzie skonstruowawszy pierwszy mechaniczny warsztat tkacki dano początek industrializacji. Równolegle do przemysłu włókienniczego rozwijał się przemysł metalurgiczny. Produkcja stali znalazła zastosowanie również w transporcie, na początku XIX wieku otworzono pierwszą publiczną linię kolejową, powstały pierwsze statki o napędzie parowym. W połowie XIX wieku Thomas Edison wynalazł żarówkę, Meucci skonstruował prototyp telefonu i tak wraz z początkiem XX wieku świat zadomowił się w erze elektryczności. Kolejne przemiany wprowadzające nowe jakości w życiu człowieka, jak wynalezienie taśmy magnetycznej (1928), kolorowej telewizji (1938) i komputera elektronicznego ENIAC (1946) i zaraz po nim UNIVAC1, zapoczątkowały erę elektroniki. W 1971 roku światło dzienne przyćmił pierwszy mikroprocesor dając początek nowej erze – mikroelektroniki.

Wielu współczesnych studentów nie jest w stanie przypomnieć sobie przełomowych momentów historii internetu, gdyż było w tym czasie zajętych rozpracowywaniem ontologicznego bytu, potencjalnie zaktualizowanym w postaci gryzaczka (lub pluszowego misia dla tych bardziej doświadczonych życiem). Nie mniej jednak już na świecie byliśmy! Lata 90te to początek ery komunikacji cyfrowej. W 1998 zaczęły powstawać pierwsze globalne serwisy usługowe (serwisy aukcyjne, sklepy). Już W XXI wieku zaczęły powstawać portale społecznościowe. Gdy na dobre do użytku weszły telefony komórkowe, staliśmy się światkami konwergencji informatyki i telekomunikacji. Zjawisko to z pewnością będzie się pogłębiać.

Na każdy nowy wynalazek świat, który znamy jedynie z książek historycznych, reagował wielkim entuzjazmem, tak samo jak teraz. Na szczęście nie na wszystko musimy reagować z zapartym tchem, gdyż gdyby tak było, prawdopodobnie byśmy się udusili z braku powietrza. Analizując momenty przełomowe w historii rozwoju cywilizacji, można wysnuć wniosek że machina technologii porusza się ruchem jednostajnie przyspieszonym. Powstaje coraz więcej wynalazków w coraz krótszym czasie. Przyzwyczajamy się do nowości i z zaciekawieniem, a być może również z obawą pytamy się „co dalej?”.

Liczni spekulanci uważają że po erze internetu czeka nas era sztucznej inteligencji. Już od lat pracuje się nad tworzeniem robotów humanoidalnych, próbując wyeliminować liczne problemy, jak (pomijając spory natury aksjologicznej), niewystarczające możliwości pamięci obliczeniowej i pojemności dysków. Aby skonstruować sztuczny mózg potrzebny jest dysk o pamięci 100 terabajtów, podczas aktualne możliwości realizacyjne doprowadziły do produkcji dysku o pojemności 8 terabajtów (jeszcze w 2006 to był zaledwie 1 terabajt).

Gdy już wiemy co, pozostaje pytanie „kiedy?”. Machina pędzi, a najdoskonalszym błędem w jej konstrukcji było nie zamontowanie hamulców. Uwaga;).

Olga Tomczak

źródło: http://schizomedium.blogspot.com/2009/03/dum-deus-calculat-mundus-fit-czyli_13.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *