O metalowym zespole Nokturnal Mortum – Bogusz Koczaski (recenzja)

Sława Bohaterom!

Wiem, że muzyka ogólnie zwana metalową do popularnych w kręgach kultury oficjalnej i do lubianych nie należy. Co jednak mam zrobić, kiedy nie interesuje mnie kino, a muzyka poważna zwykle nudzi? Do klasyków rocka też serca jakoś nigdy nie miałem. Takie zespoły, jak Deep Purple, King Crimson czy The Rolling Stones tworzą prawdziwą sztukę, ja jednak wolałem zawsze szukać czegoś nowego niż poznawać kultowe albumy.
Dlatego też, po – przyznam – niedługich wahaniach, postaram się przybliżyć płytę, która jak dotąd wywarła na mnie największy wpływ.
Płyta „Mirowozzrenije” ukraińskiego zespołu Nokturnal Mortum ukazała się na przełomie lat 2004 i 2005. Jest to ostatni pełnoczasowy krążek w dyskografii zespołu. Nowy album, noszący tytuł „Voice of Steel” ciągle powstaje i niewiadomo jeszcze dokładnie, kiedy ujrzy światło dzienne.
Teraz pokrótce przybliżę historię zespołu. Grupę w 1991 r. założył pochodzący z Charkowa Kniaź Varggoth – gitarzysta i wokalista. Po kilku zmianach stylu i składu, w 1995. ukazało się ich pierwsze demo „Twilightfall”. Materiał ten zapewnił Nokturnal Mortum zainteresowanie już nie tylko na ukraińskiej, ale i na europejskiej scenie black metalowej. W dwa lata później nagrany został album „Goat Horns” – wyznacznik stylu muzycznego na kilka najbliższych lat. Po nim ukazały się jeszcze „To the gates of blasphemous fire” (1998” i „NeChrist” (1999).
W tym okresie Nokturnal Mortum tworzył tzw. Symfoniczny black metal, choć z dużą ilością folkowych wpływów i niepozbawiony tradycyjnego w black metalu prymitywizmu.
Po pięciu latach milczenia, w 2004, ukazał się album „The Taste of Victory”. Zawierał on trzy utwory z nadchodzącej płyty oraz jeden wcześniej niepublikowany. Ogółem ponad czterdzieści minut muzyki: prawdziwego folk metalu.
Przez tych kilka lat ciszy, kiedy to muzycy zaangażowani byli w inne projekty, styl grania Nokturnal Mortum ewoluował. Z muzyki oryginalnej co prawda, ale niepozbawionej wad (głównie, jeśli chodzi o brzmienie na albumach), dorosła do prawdziwego mistrzostwa.
Na „Mirowozzrenije” nie uświadczymy melodyjnych, wszak po pewnym czasie nurzących kompozycji. Nie będzie także wrażenia, że nagraniem zajmowano się na podrzędnej jakości sprzęcie. Wszystkie instrumenty doskonale słychać. A zespół, na szczęście, nie ograniczył się jedynie do standardowego rockowego instrumentarium. Po za gitarami, perkusją i klawiszami, usłyszeć można całe spektrum ludowych motywów z kultury ukraińskiej wsi. Muzycy także poczynili postępy w swoich umiejętnościach: to właśnie oni obsługują flety, drumlę, dudy, lirę korbową, cytry czy okarynę.
Wszystkie kompozycje, w liczbie czternastu, połączone są w swego rodzaju słuchowisko trwające prawie siedemdziesiąt pięć minut. Słuchacz na samym początku słyszy odgłos szarżujących koni. W chwilę później głos rogu zabiera go w bitwę.
Pierwszym utworem w prawdziwym znaczeniu tego słowa jest „I feel breath of Ragnarook” poprzedzony wstępem, o którym wcześniej napisałem – intro to nosi tytuł „Path of Immortals” (tytuły podaję po angielsku, choć posiadam ukraińskojęzyczną wersję płyty – nie chcę kalać języka niewprawnym spolszczaniem tytułów transliterowanych z myślą o angielskim). „I feel…” to ponad ośmiominutowy „odcinek”. Usłyszymy w nim zgrabne połączenie metalu z folkiem (z resztą, jak we wszystkich utworach), a bitewno-wojenny nastrój potęgują jeszcze głosy śpiewających wojów. W rytm bębnów, zabrani zostajemy w wielką epopeję frontu wschodniego II wojny światowej i walki o niepodległą Ukrainę z dwoma okupantami – bo przecież o tym opowiadają teksty.
Następnie folkowy przerywnik „Stardust”: słyszymy odgłosy lasu, wiatr, dzięcioła. To wstęp do następnej kompozycji, czyli „Weltanschauung”. Utwór tytułowy także trwa ponad osiem minut. Jest to manifest światopoglądu muzyków: ich umiłowania natury, panteizmu, pogaństwa i ukraińskiego nacjonalizmu. Varggoth zachrypniętym głosem, doskonale pasującym do muzyki, śpiewa o swoim umiłowaniu życia i wolności.
Następny na krążku jest instrumentalny, grany na dudach, drumli i bębenku, „Sorrow of the Native Lands”. Ta krótka kompozycja to istny smaczek: moim zdaniem najlepsza spośród zawartych na płycie folkowych miniatur.
„Hailed be the Heroes” – „Sława Bohaterom”: jedna z bardziej melodyjnych kompozycji. Z tego, co wiem, oparta na bardzo popularnym ukraińskim motywie. Melodia, szybkość i ten okrzyk: Slawa Gierojam! – wszystko ku pamięci żołnierzy ukraińskich formacji walczących u boku Wehrmachtu przeciw Armii Czerwonej.
„The dance of fire and steel” oraz “New era of swords” nadają całości iście karpackiego klimatu. Tym razem prócz instrumentów ludowych posłużono się także klawiszami: użycie trąb i chórów sprawiło, że ta część dzieła jest jedną z najlepiej zapadających w pamięć.
Później nie będzie już tak „beztrosko”. „Endless vast swamps” – wycie wilków na pobojowisku i „The knots upon the thread of fate”, to zapowiedź klęski. Jeszcze walczą, jeszcze marzą, jeszcze jest choć odrobina nadziei. Nadziei, że Niemcy wreszcie pojmą swój błąd, że Alianci zrozumieją, czym naprawdę jest komunizm. Patos… Smutek… Ostatnie walki – odwrót znad Dniepru, okrążenie w Czerkasach, obrona Budapesztu, klęska w Ardenach. To wszystko zawiera się w tych dziesięciu minutach.
I wreszcie koniec. Klęska dokonała się. Na gruzach Berlina walczyli tylko ochotnicy z zachodniej Europy i żołnierze kontrrewolucji antybolszewickiej. Ich wszystkich czekają teraz obozy, egzekucje i deportacje. Nikt nie ujmie się za przegranymi. Można conajwyżej strzelić sobie w łeb, jeśli komuś udało się przechować choć jeden nabój. To kres marzeń o wolności. Zostały one pogrzebane na długie dziesięciolecia. I o tym jest właśnie ostatnia część „Mirowozzrenije” – „Harvesting the seeds of death”, „The taste of Victory” i „The way of Glory”.
Nie wiem, jak akurat tych kilkadziesiąt powyższych zdań zostało odebrane. Po prostu napisałem o tym, co mi się podoba, niechcąc powielać jakiegoś schematu – za dzieło sztuki uznawać tylko to, co już za takowe uchodzi. Nokturnal Mortum i ich „Mirowozzrenije” rozbudza moją wyobraźnię. Tak, chciałbym być żołnierzem, chciałbym walczyć w imię wielkich idei. Temu też muszę podporządkować swoje życie, by bezwzględu na przeciwności, na szerzące się wokół zaprzaństwo i ludzką małość trwać na raz obranej drodze: na drodze do chwały i nieśmiertelności.
Bogusz Koczaski

Jedna myśl nt. „O metalowym zespole Nokturnal Mortum – Bogusz Koczaski (recenzja)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *